Zjedz wszystkie piksele (część 1/2)

Pac-Man (arcade)Długi czas biłem się z myślami, czy w ogóle powinienem pisać o tej grze. Z jednej strony, przecież piszę tu o klasyce gier, więc o niej szczególnie powinienem wspomnieć. Z drugiej, po co to robić, kiedy każdy ją zna? Bo kto nie zna Pac-Man’a? Pytam się, kto? Nawet mój kilkuletni syn dobrze go zna, chociaż on akurat jest przeze mnie edukowany od początku. Jego pierwszym słowem w życiu nie było „mama” tylko „atari”! ;).

Jak już mam pisać, to co napisać, żeby było ciekawe, niebanalne i żeby podać chociaż kilka ciekawostek, o których mało kto wie? W tym przypadku to jest cholernie trudne i zastanawiam się, czy możliwe. Jednak nie mogę przejść obojętnie koło tak wybitnego tytułu i nie napisać nic o nim, bo byłby to wstyd i hańba! 😉 Dlatego też przygotowałem się trochę do tego tekstu, by nie był całkiem o niczym. Swoją drogą, to dość zabawne, że ta banalna gra została przeze mnie nazwana „wybitnym tytułem”. Ale jak wypowiadać się o grze, która zarobiła miliony, jest rozpoznawalna na całym świecie i jest identyfikowana ogólnie z całym światem gier komputerowych?

W zasadzie powinienem pominąć informacje o grze. Nawet nie warto pisać na czym Pac-Man polega, bo każdy dobrze to wie. Spadają klocki z góry, a gracz poruszając pracownikiem MPO musi je pozamiatać!

Dobra, to był żart. Poruszając się wykresem kołowym w jednym kolorze (żółtym) należy zjadać piksele rozsypane w labiryncie. Gracza ścigają – głodne informacji o wynikach finansowych firmy – stworki. Gdy złapią tenże wykres, próbują go pozmieniać, rozciągając go tak, że ten znika z charakterystycznym jękiem. Z pewnością są to poborcy podatkowi, którzy próbują zniszczyć każdą firmę. Wspomniany wykres kołowy ma na imię Pac-Man. Poborcy podatkowi dla niepoznaki mają na głowach koce, więc przypominają duchy.

jr pac-man_ghostZ rzeczy, które dla mnie – jako programisty – zawsze były najciekawsze, najbardziej interesowały mnie algorytmy wymyślone do poruszania się duchów. Gdy już nie miałem kilku lat, a nadal zdarzało się pobiegać żółtym kółkiem i zjadać piksele, zawsze patrzyłem na ruch duszków i myślałem nad tym, jak napisano te algorytmy, że chodzą one w taki sposób. Wymyślałem własne sposoby, które mogłyby się sprawdzić. Jednak zawalony setkami innych pomysłów na gry, nigdy nie usiadłem i nie spróbowałem napisać własnego algorytmu, który by się tu sprawdził (ochota nadal została, a z powodu tego tekstu jeszcze rośnie, więc może kiedyś…). Pamiętajmy też, że Pac-Man był pisany w 1979 roku, kiedy programiści nie mieli pod maską kilku GB RAMu, kilku rdzeni po kilka gigahertzów, więc algorytmy musiały opierać się na prostych zasadach, z których wyliczaniem poradzi sobie procesor o prędkości najwyżej kilku MHz, a jednocześnie będą one na tyle dobre, że uda się zaskoczyć gracza. Pac-Man by nie był nigdy tak ciekawy, gdyby duszki bezmyślnie leciały prosto za graczem. Zwróćcie uwagę, że gdy poruszamy się postacią, duszki potrafią tak się rozejść, że część ją ściga, a część zachodzi z przodu i w końcu łapią go w śmiertelnym uścisku w uliczce bez wyjścia. Genialne!

Nigdy nie szukałem gotowego algorytmu poruszania duszków, ale wyczytałem w sieci ogólne zasady, na jakich się poruszają i spodobały mi się bardzo. Każdy z czterech duchów ma nieco inny algorytm działania. Dzięki temu są niezależne, chociaż robią też czasem wrażenie, jakby współpracowały. Gdy nie mają nic do roboty, każdy z nich pilnuje jednego narożnika planszy. To się dość rzadko zdarza i, moim zdaniem, trudno to w ogóle dostrzec podczas gry.pac-man_mini_2 Gdy wywęszą Pac-Mana, każdy ma inny sposób, żeby go znaleźć. I tu najciekawsze, bo jeden z nich próbuje ścigać, dwóch próbuje przewidzieć dalszy ruch gracza i stara się tam dotrzeć wcześniej, zachodząc mu drogę. Ostatni jest średnio rozgarnięty, więc czasem mu się może coś udać, a czasem pozwoli zwierzynie uciec bez powodu, gdyż po krótkim pościgu potrafi zrezygnować i iść w innym kierunku. Tym sposobem zdarza się często, że za graczem leci sfora duchów, niektóre od niej się odrywają i nagle okazuje się, że wpadamy prosto na jednego z nich, a za nami już nie ma drogi ucieczki.

Pewnie wprawieni gracze radzą sobie z tym całkiem dobrze, ale przeciętny gracz często jest zaskakiwany i w końcu przegrywa. Gdy połączymy to z rosnącą prędkością i coraz krótszym czasem trwania bonusa, pozwalającego zjadać duchy, to po kilku etapach gra robi się naprawdę trudna. Oglądałem na YT film, gdzie ktoś grał i wyraźnie było widać, że rozpracował ruch duszków na tyle, by umieć schować się w czasie ucieczki i one go omijały zamiast łapać! Opad szczeny!

Nie wiem ile sam przeszedłem etapów w tej grze, gdyż końca w zasadzie nie ma. Jednak czytałem o specach, którzy potrafili tak wymęczyć tę grę, że dochodzili do etapu 256, w którym to pojawia się na ekranie błąd uniemożliwiający przejście dalej. Są też tacy, którzy potrafili dojść do tego etapu zbierając po drodze maksymalną liczbę punktów, czyli wyzbierać wszystko, łącznie z owockami oraz wyłapać wszystkie możliwe duchy po każdej z migających kropek. Dla mnie to maniacy, którzy chyba mają już w mózgu galaretę, dzięki czemu potrafią robić takie dziwne rzeczy ;). Ja się plasuję gdzieś wśród przeciętnych graczy, gdyż nigdy nie zdobyłem jakiegoś wybitnego wyniku, chociaż przejście kilku etapów z rzędu nie stanowi dla mnie problemu.

Pac-man lovePac-Man został wydany w 1980 roku, czyli jest już starym dziadem, jak ja. Gdy Japończycy wymyślili tę grę, nazwali ją Puck-Man. Grę wydało Namco, które wszyscy znamy. I wszystko było cacy, do momentu, gdy kilka miesięcy później chcieli wydać to w USA (u wydawcy Midway). Tu nie zgodzili się na taki tytuł, gdyż słowo Puck za bardzo kojarzyło się z Fuck, stąd wymagana była szybka zmiana na tytuł, który znamy.

Zaczęła się produkcja i sprzedaż automatów z tą grą, która szła na tyle dobrze, że sprzedano ich na całym świecie dziesiątki tysięcy (a jeden automat tani nie był). Wyliczono, że w ciągu 20 lat automaty z Pac-Manem zarobiły na samych ćwierćdolarówkach grubo ponad 2 miliardy dolarów. W Polsce w latach 80-tych też były te automaty i sam, jako dziecko, miałem przyjemność kiedyś pograć w Pac-Mana w jakimś salonie, mimo, że w domu na Atari też był. Rodzice na wakacjach sprawili mi radochę i raz pozwolili zagrać ;). Dziś mam Pac-Mana w tej samej wersji w emulatorze MAME! I chyba jest to najlepsza z dostępnych wersji tej gry.

Pac-Man na przestrzeni czasu wygrał wiele nagród. Ponieważ powstał wcześnie, utorował drogę innym grom, wprowadzając po raz pierwszy mnóstwo elementów, o których wcześniej nikomu się nie śniło. Pierwszy raz pojawiły się humorystyczne scenki między etapami. Pierwszy raz pokazano, że gracz może uciekać przed wrogiem i się przed nim chować, a nie tylko walczyć z nim. Wprowadzono też power-up’y, czyli te migające kropki, które pozwalają na chwilę stać się silniejszym i zjadać duchy, choć podobno ten pomysł został przez autorów zaczerpnięty z kreskówki Popeye (marynarz zjadał szpinak i na chwilę stawał się silniejszy). Pac-Man - duszkiW związku z nowymi pomysłami, zapoczątkowane zostały nowe trendy w grach, które przeobraziły się w całe gatunki gier, oparte na niektórych zasadach z Pac-Mana. Pierwszy raz nazwano imionami wrogie postaci z gier, co okazało się marketingowo dobrym zagraniem i spodobało się graczom. Duszki mają imiona: Blinky, Pinky, Inky i Clyde, które występują w amerykańskiej wersji gry. W japońskiej imiona są inne: Akabei, Pinky, Aosuke i Guzuta.

Ponadto mówiło się, że Pac-Man jest grą kierowaną także do płci pięknej (do tej pory za bardzo nie było tego widać w innych grach), co zostało dodatkowo podkreślone podczas wydawania sequelu tej gry pt.: Ms. Pac-Man. Sequel ten początkowo nie był stworzony przez Namco, o co nawet pozwali wydawcę Midway, którego oskarżyli, że wydali tę grę bez pozwolenia (a grę stworzył jeszcze ktoś inny). Na szczęście w końcu się dogadali, a Namco otrzymało prawa do tej gry i została wydana legalnie. Na szczęście, gdyż uważam ją za świetną kontynuację.

Dźwięki, jakie serwuje nam omawiana gra, są banalne, ale zwróćcie uwagę, że to (chyba) pierwszy raz, gdy wprowadzono coś na kształt prototypu muzyki interaktywnej w grze. Wyjący dźwięk w tle brzmi różnie, zależnie od tego, ile kropek zostało zjedzonych. Dzięki temu w miarę upływu czasu, staje się coraz bardziej nerwowy, co odpowiada zwykle nastrojowi gracza, który coraz bardziej spina się, gdy zostaje mu do zebrania niewiele kropek! Każdy zna dźwięk wydawany przez postać podczas zjadania kropki. Dźwięk ten, często przedstawiany jako waka-waka, można usłyszeć (zobaczyć) w różnych miejscach. Odgłos rozrywanego Pac-Mana także każdy zna, jak i melodyjkę na rozpoczęcie etapu, czy ze scenek pomiędzy etapami. Chyba nie ma drugiej takiej gry, z której każdy dźwięk stałby się kultowy!

Teraz miałem zamiar pokazać Wam krótki fragment serialu Futurama, w którym w jednym z odcinków zręcznie „wkręcono” kilka postaci z gier z automatów, w tym i Pac-Mana (i wszyscy mówią „waka-waka” ;-)). Niestety YouTube nie pozwolił mi wrzucić nawet kawałka Futuramy, strasząc mnie pójściem do piekła za łamanie licencji. Żeby się nie narażać na wieczne męki, zrezygnowałem i wrzucam tylko kilka screenów z tego odcinka, abyście zobaczyli, jak to wyglądało. A może ktoś z Was pamięta, bo oglądał. Jak nie, to polecam cały serial, bo jest rewelacyjny i zawiera bardzo wiele smaczków, także związanych z grami i starymi komputerami! Może kiedyś napiszę o nim osobno…

Futurama - Pac-Man (screens)

Futurama z Pac-Manem z odcinka 50. (sezon 3, odcinek 18) „Anthology of Interest II”, Futurama produced by Matt Groening, David X. Cohen, Ken Keeler, Production company: The Curiosity Company, 20th Century Fox Television

Ciekawie pomieszano fabułę odcinka z grami, gdzie postaci przeszły przez labirynt z Pac-Mana, a sam Pac-Man, w roli generała, rozmawia z nimi i prowadzi ich, oczywiście jedząc po drodze kropki! Na koniec Dr Zoidberg z rozpędu zjada Fry’a, po którym zostają tylko oczy, które samoczynnie odlatują do „domku”.

To jeszcze nie koniec tej opowieści! Przeczytaj ciąg dalszy (z niespodzianką).pac-man_mini_4

Przeczytaj też:

Sokoban – genialny w swojej prostocie

Sokoban, u nas znany też pod tytułem Magazynier jest tak stary i znany, że trudno uwierzyć, że ktoś mógłby go nie znać. Chyba, że młodociani, chociaż i oni zapewne trafili na jakąś jego odmianę w wersji flashowej. Niemniej postanowiłem o … Czytaj dalej

Spiky Harold – czyli jak spieprzyć grę

Przypomniała mi się niedawno gra Spiky Harold na Atari. Miała dość fajną grafikę, niezłą muzyczkę (takie wariacje na temat Lotu trzmiela), ale była drętwa w graniu i cholernie trudna. Chociaż nie przeszkadzało mi to w latach dzieciństwa sporo w nią … Czytaj dalej

PRESS PLAY ON TAPE

Dziś przedstawiam Wam duński zespół muzyczny, który gra muzykę… z gier! PRESS PLAY ON TAPE to sześciu facetów, którzy już od kilkunastu lat grają kowery znanych kawałków z gier na Commodore 64. Gdyby po prostu odgrywali te utwory, nie byłoby … Czytaj dalej

O GadZombiE

Zajrzyj na stronę "O mnie i o stronie".
Tagi , , , , , , , , , , .Dodaj do zakładek Link.

7 odpowiedzi na „Zjedz wszystkie piksele (część 1/2)

  1. Pingback:Zjedz wszystkie piksele (część 2/2) | Classic Games Maniac

  2. uzii mówi:

    No to jak tak to zapewne ja miałem go od Ciebie. Jakby nie było byłeś (a właściwie dr Tadek był) pierwszym źródłem programów, które miałem na komputerze 🙂

  3. uzii mówi:

    Znalazłem właśnie Diggera na YT 🙂
    https://www.youtube.com/watch?v=Wm5gNfJyBhg
    Pierwszy raz widzę go w kolorze (ja miałem Herculesa). I niespodzianka. Właśnie się dowiedziałem, że te stworki dało się zjadać i jeszcze strzelać się dało. A ja tyle czasu w to grałem i nie wiedziałem o tym, hahaha. No tak, ale na moim 286AT to gra tak pędziła, że jedyne co można było to spieprzać, a gdzie bym tam zdążył zawrócić i zjeść stworka, albo jeszcze do niego strzelać. Nie, to by nie było możliwe 🙂

  4. uzii mówi:

    A mnie ta gra jakoś nigdy nie wciągnęła. Zawsze kończyłem po paru pierwszych levelach. A muzyki kompletnie już nie pamiętam. Natomiast trochę podobną grą, która mnie wciągnęła na długie godziny była gra pt. Digger (to już nie Atari, ale moje pierwsze PC 286AT). Takie coś pomiędzy pac-manem, a boulder dashem. Też trzeba było zjadać i uciekać.
    Ale do czego zmierzam – to była gra pisana chyba jeszcze na XT, przez co na moich 12MHz była nie możliwa do użytku, ale po wyłączeniu Turbo robiło się 8MHz i… po długich godzinach ćwiczeń można było przejść nawet do trzeciego poziomu. Ale nie zrażało mnie to i próbowałem, próbowałem, próbowałem.

    Skojarzyło mi się to, bo tak jak w pac manie w pewnym momencie gra zapiernicza jak głupia i tylko dla tych z galaretowatym mózgiem jest akceptowalna, tak ten Digger już od pierwszego poziomu robił galaretę z mózgu.

    Ciekawe czy ktoś pamięta.

    Dodam, że muzyka w nim była – sławetny Popcorn i to z komputerowego bzyczka. Ach co to było za brzmienie…

    • GAD ZombiE mówi:

      Pamiętam Diggera doskonale. Też miałem go na PC 286, na którym chodził za szybko, ale grałem już na VGA, więc gra działała w swoim domyślnym trybie CGA w 4 kolorach. Strzelanie było jakimś popieprzonym klawiszem, chyba F1, więc tak intuicyjnie, że pewnie niejedna osoba nie zaskoczyła, czym się strzela :).
      Z ciekawych historii, to Digger jest klonem wcześniejszego Mr.Do!, który był na automatach i wielu 8-bitowcach i, moim zdaniem, był znacznie lepszy. Na Atari był też klon tej gry pt. Henri z piękną muzyką Bacha w tle.
      A jak męczy Cię nostalgia, to zobacz co znalazłem w sieci: http://www.futrega.org/digger/
      Digger w przeglądarce z oryginalną grafiką i podobnymi dźwiękami! Ale strzela się spacją 😉 No i nie zapieprza już tak szybko, jak pamiętasz.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.