Obrażalscy programiści

Jak zapewne już się zorientowaliście, jestem programistą, a do tego autorem wielu gier i gierek sprzed lat. Dziś chyba już na emeryturze. Siedzę w temacie od wielu lat, więc nabyłem nie tylko wiedzę ale i doświadczenie. Do tego widziałem w życiu już tysiące gier i zgłębiałem nie tylko ich techniczne wzloty i upadki, ale także fascynowały mnie różne rozwiązania w tworzeniu rozgrywki. Uwielbiam doszukiwać się dlaczego pewne gry są wciągające i dobre, a inne nudne i beznadziejne, nawet jeśli te pierwsze są paskudnie wykonane, a te drugie wyglądają niczym produkcje hollywoodzkie.

To oczywiście temat na inny wpis i może kiedyś się skuszę, choć wymagałoby to sporo czasu i przemyśleń. Dziś jednak podzielę się z Wami innym przemyśleniem. Otóż co jakiś czas oglądam w sieci wyniki pracy różnych twórców gier, głównie amatorskich, tworzących gry niezależne (niech będzie, użyję tego słowa „indie”, choć „za moich czasów” to tak nikt nie mówił). Uwielbiam przeglądać nowe gierki na małe Atari, C64, ZX, gry webowe albo niewielkie produkcje na Steam. Zawsze patrzę krytycznie, by nie dać się zwieść pięknymi efektami graficznymi, które ukryją biedę pod spodem. Jednocześnie doceniam wybitne umiejętności techniczne autorów jak i zdolności w projektowaniu dobrych gier.



I tu właśnie jest punkt zapalny, o którym chciałem powiedzieć. Często wrzucam jakiś komentarz pod filmem na YT lub na forum, gdzie ktoś prezentuje swoją grę. Dodaję swój pomysł, który przyszedł mi do głowy widząc daną grę. Albo krytykuję to, co mi się nie podoba. Nie robię tego złośliwie, tylko wyrażam własne zdanie. Dobra krytyka, bez przytyków osobistych, może pomóc autorowi poprawić mankamenty i wzmocnić dobre strony gry. Tymczasem okazuje się, że dość często autorzy tych gier za krytykę się… obrażają. Czują się urażeni, że ktoś obcy raczył skrytykować ich grę, a powinien przecież pisać same peany na temat ich intelektu, kunsztu i pomysłów.

Nie ujmuję nic nikomu, bo sam wiem ile to roboty, żeby zrobić grę. Wiem ile to roboty wymyślić DOBRĄ grę, aby nie tylko była fajna, ale przede wszystkim zachęcała ludzi do grania i powtarzania. Aby po 15 minutach nie okazała się nudna albo tak prosta, że zaraz się ją całą przejdzie, a do ponownego zagrania nie zachęci nic. Myślę, że w dzisiejszych czasach to może być wręcz najtrudniejszy element w całym procesie tworzenia gry. Przez ostatnie ponad 40 lat powstały miliony gier i wszystkie dobre pomysły zostały już wielokrotnie użyte, a wręcz zużyte. Dlatego wymyślić coś nowego jest cholernie trudno. A wymyślić coś nowego i dobrego niemalże niemożliwe. Pozostaje wymyślanie niezbyt nowego, ale dobrego! I tu jest tak ciężko.

Wracając do obrażalskich programistów. Sam nie lubię krytyki, bardzo źle ją znoszę, a gdy słyszę, oblewają mnie zimne poty, czuję jak głowa mi puchnie, ręce są wilgotne i mokre, drżą, w gardle sucho, a ja nie wiem co powiedzieć, bo… bo ktoś nie docenił mojej pracy?! No jak to? Przecież się tak starałem, więc jak ktoś może być tak bezczelny, że powie mi wprost, że moja gra może i jest interesująca, ale w sumie to gówno i nie chce się w nią grać? I pewnie ma rację, ale dla mnie to nie do zniesienia!

Gdy już odważę się napisać takie komentarze zwykle otrzymuję emocjonalne odpowiedzi w tym tonie: „czy ty wiesz ile to pracy?”, „każdy tylko wymyśla co by chciał zamiast docenić to ile tu jest zrobione”, „ta gra to techniczny majstersztyk, więc się nie wolno się odzywać”, „kto krytykuje moją grę jest cieniasem, który nigdy nie zrobił żadnej gry i dlatego narzeka”, „mam pracę, chorą córkę, tęgą żonę, psa i dlatego wynik mojej pracy jest najlepszym co mogłem dać światu, więc nie masz prawa wytykać błędów”. A najlepsze są jeszcze gruppies i koledzy „z jednej klatki w bloku”, którzy wzajemnie się poklepują po ramieniu i żaden nie powie, że nowa gra to gniot, bo liczy się to, że jeden z nich zrobił w tym roku już 2 gry, a trzecią to już prawie ma skończoną. Poza tym przecież dziś tak mało powstaje gier na Atari, że każdą trzeba wychwalać.

Ostatecznie wiele gier, głównie na dawne platformy (przykładowo scena małego Atari), dziś są przeważnie pięknym tech demo, które pokazuje jaką grę można by zrobić używając takiej czy innej techniki. Ale na tym demo się kończy, bo programista jest tylko programistą, ale nie potrafi wymyślić naprawdę dobrej gry (Oczywiście nie mówię o każdym, ale o wielu). Więc tworzy super silnik, który świetnie działa, a gra jest gniotem, nudnym, powtarzalnym, często bez fabuły, bez pomysłu. I gdyby ten programista tworząc swój silnik pogadał z kolegą czy koleżanką, który/która ma dobre i ciekawe pomysły, bo lubi grać i wie co w grach go/ją kręci, to miałby szansę zrobić z tego dobrą grę. A tak, to ma proof of concept, nad którym się brandzluje, ale nie wolno mu powiedzieć, że zmarnował szansę.

Dobra, możecie teraz po mnie jechać. Wszyscy programiści łączcie się. Ale zanim obrzucicie mnie gównem pamiętajcie, że ja też robiłem gry i przez ostatnie blisko 30 lat trochę ich powstało. W większości były do dupy, ale nikomu nie pozwalam tak o nich mówić :). Nabyłem jednak niezmywalne prawo do krytyki. O! Sam je sobie dałem :).

Z ciekawszych projektów, jakie ostatnio widziałem, to Prince of Persia na Atari (szok! Lepsze niż na C64!), a dziś rozbroił mnie Final Assault, również na małe Atari. Delta’s Shadow na ZX – cudne! Travel Through Time też na ZX. Najnowsza część Metal Warrior Ultra i Steel Ranger na C64. Albo Return Of The Fungi na Atari. Część z nich wybitne programistycznie, część to dobre pomysły i ogólne wykonanie. Nadal więc powstają dobre gry. Było tego znacznie więcej, niestety tytułów nie pamiętam i musiałbym pogrzebać w historii YT ;).

Tagi , , , .Dodaj do zakładek Link.

O GadZombiE

Zajrzyj na stronę "O mnie i o stronie".

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.