Pixels – złowieszcze gry video w kinie

pixels_pacmanŻona postanowiła wziąć mnie do kina. Nawet film zaproponowała. Jako, że zwykle nie jest łatwo jej to wykonać, bo nie przepadam za oglądaniem filmów, tym razem jednym tchem wypowiedziała słowa „kino” i „Pixels”, używając tego jako zachętę.

Strategiczne zagranie żony przyniosło efekty i dziś byliśmy w kinie, żeby obejrzeć film „Pixels„, czyli w polskiej wersji „Piksele” (oh, jak dobrze, że nikt nie wpadł na pomysł przetłumaczenia tego tytułu na polski w stylu „Przygody Brennera i przybysze z kosmosu”!).

Filmy kinowe nie są przedmiotem tej strony, jednakże tematyka tego filmu sprawiła, że nie mogę przejść obok niego obojętnie. Gorzej – w czasie filmu wiedziałem już, że będę musiał się podzielić swoimi wrażeniami z resztą fanów klasyki gier (z Wami), by co nieco skrytykować, a co nieco pochwalić. Jeśli jeszcze ktoś z Was nie wie – film jest przepełniony nawiązaniami do klasyki gier video. Wręcz bez tych gier nigdy by nie powstał!

Nie zamierzam opowiadać fabuły, bo to zupełnie bez znaczenia. Kogo zachęcę, ten sam obejrzy. Najbardziej byłem ciekawy, jak przedstawione zostały gry w filmie. Bo o co w nim chodzi, to wiedziałem już wcześniej z trailera i plakatów. W skrócie chodzi o to, że Ziemię napadają obcy w formie elementów klasyki gier video. Wszystko dlatego, że w 1982 roku z Ziemi wysłano w kosmos rakietę z wiadomościami dla obcych cywilizacji, pokazując elementy naszej kultury. Czyli też gry. Jednak zostało to przyjęte jako wyzwanie i obcy chcą wygrać z Ziemianami walkę o całą planetę.

Jak to w amerykańskich filmach musi być, jest zawsze bohater, który uratuje ludzkość, jest trochę fajerwerków i zupełnie niepotrzebny wątek miłosny. Poza tym jest porcja dobrej rozrywki, a cały film jest bardzo łatwy w odbiorze. Takie typowe kino niedzielno-familijne. Jest raczej zabawnie, momentami lekko żenująco. Nie lubię, gdy aktorzy robią z siebie głupków, żeby film był zabawny dla małych dzieci. Tu kilka takich momentów było, ale na szczęście niewiele.

To, co wywołało największy uśmiech na mojej twarzy, to faktycznie spora ilość wszelkiego rodzaju nawiązań do gier. Można zobaczyć stare salony z grami (zwane u nas po prostu „flipperami”), tradycyjne automaty, w tym oczywiście sama śmietanka klasyki z USA i Japonii, czyli Pac-Man, Galaga, Defender, Donkey Kong, Space Invaders, czy Centipede. Naliczyłem jeszcze postaci z Q*bert, Robotron 2048, Frogger, Joust, Tetris, Mario Bros., Paper Boy i Arkanoid. Bardzo dużo frajdy sprawiało mi patrzenie na to wszystko okraszone oryginalnymi dźwiękami z tych gier, co świetnie uzupełniało obraz. Same elementy gier jako atakujące „potwory z kosmosu”, składają się z wyraźnych pikseli. W zasadzie kostek. Moim zdaniem zbędnie zostały one upiększone, bo chociaż są pikselowate, to o wiele bardziej dokładne niż były w grach. Ale uznajmy, że obcy je trochę upiększyli!

Było też kilka nieścisłości, na które zwróciłem uwagę. Była mowa o cheat-codes, czyli o kodach, które pozwalają na oszustwa w grach. No nie przesadzajmy, że można było wpisywać kody na automatach bez klawiatury! Tamte gry jeszcze nie posiadały takich elementów. Kody wprowadzono do gier nieco później i raczej już na komputerach, gdzie można było je wpisać, chociaż na automatach też podobno coś się pojawiało. No ale niech im będzie.

Była też pewna czerwona dziewucha, która nie kojarzy mi się z żadną grą. W domu sprawdziłem co to mogło być i wygląda na to, że do filmu wymyślono nową retro grę, w której bohaterką jest niejaka Lady Lisa. Gierka istnieje pod tytułem Dojo Quest, ale wcale nie jest żadną klasyką, tylko zwykła gierką na ajfona i Androida stylizowaną na gry klasyczne. Można ją ściągnąć i pograć, ale nie wygląda zbyt ciekawie. Grafika jest pikselowata, ale sama gra wydaje się bardziej nowomodna niż retro. Mnie nie przypadła do gustu. Nie rozumiem tylko dlaczego nie użyto istniejącej laski z dawnych gier. Choć mogłoby być ciężko wybrać taką z gier do 1982 roku :). Tu można obejrzeć sobie coś na temat tej gry: http://www.lootinteractive.com/games/dojo-quest/

Efekty w filmie są w porządku, ale nie spodziewajcie się fajerwerków. Jest dość skromnie. Fajny efekt jest, gdy obcy zamieniają wszystko, czego dotkną w piksele. Wszystko się rozsypuje jak kostki lodu. Wygląda to ładnie, ale – powiedzmy szczerze – nie przypomina to w niczym pikseli z lat osiemdziesiątych! Natomiast zobaczenie Donkey Kong, gdzie można było się wczuć w rolę Mario, który wychodził do małpy, było całkiem przyjemne!

W filmie pojawia się też twórca Pac-Mana, Tōru Iwatani, w dość zabawnej roli. Co prawda, grany jest przez aktora, ale podobno we własnej osobie również pojawił się na chwilę w filmie. Nie znalazłem go, ale wierzę, że tam był 😉 (wyczytałem na jednej stronie o filmach ;P).

Jest nikła szansa, że ten film jest nie tylko efektem mody na retro, ale też niesie ze sobą pewną wartość. Oczywiście niewielką, ale jest szansa, że młodym, którzy dziś nic nie wiedzą o starych grach, pokaże się jak one wyglądały i niektórych zachęci, żeby je zobaczyć w rzeczywistości. Podobną misję ma niniejsza strona ;). A starsi? Jeśli mają takie nastawienie, jak ja, to powinni się cieszyć, oglądając to wszystko. W kinie widziałem przekrój wiekowy od 7 do 35. Czułem się jednym z najstarszych, ale to nic ;). Obok mnie siedział facet z synem. Młody coś tam kojarzył, bo cieszył się na widok niektórych gier. Jego tata też „coś” kojarzył. A nastolatkowie, którzy przyszli na film? Pewnie z przypadku, albo dlatego, że znają Adama Sandler’a. Nie wyglądali na fanów gier. W ogóle kino świeciło pustkami. Premiera to nie była, ale frekwencja, jak na niedzielę, była bardzo słaba. Szczególnie, że Pixels w Polscer grają zaledwie od 3 dni.

Przy okazji, kiedyś pisałem o elementach z gier w serialu animowanym Futurama. Oglądając Pixels miałem wrażenie, że ktoś tu się czymś lekko zainspirował… :] Gdzieś wyczytałem jeszcze, że Pixels ma jakieś powiązania z krótkometrażowym filmem o tym samym tytule z 2010 (scenariusz i reżyseria Patrick Jean) (poniżej):

Tak jakby rzeczywiście wygląda to podobnie.

Czy warto obejrzeć ten film? Myślę, że tak. Ale jak się lubi proste komedie, albo stare gry. Mnie się podobało, czas szybko mi zleciał. Jednak fenomen to nie jest i Oscara bym się nie spodziewał. Sami pójdźcie do kina i oceńcie. Na pewno fan gier klasycznych będzie miał na tym filmie sporo radochy :). Dobrze, że mnie Żonka na to zabrała. Miło spędzone ponad 1,5 godziny. Pół godziny reklam wcześniej było zbędne, ale co tam ;).

Kto jeszcze nie widział, to poniżej wrzucam trailer.

O GadZombiE

Zajrzyj na stronę "O mnie i o stronie".
Tagi , , , , , , , , , , , , , .Dodaj do zakładek Link.

2 odpowiedzi na „Pixels – złowieszcze gry video w kinie

  1. Kloqus mówi:

    Byłem na tym filmidle w wersji 3D. Wybrałem się w tygodniu, również kilka dni po premierze, w dodatku wczesnym popołudniem (czyli o porze dnia jeszcze nie „po pracy”). „W moim” kinie też tłumów nie było, może z kilkanaście osób… Średnia wieku – gimnazjum. Dodam tu od siebie jak film się prezentował w 3D. Otóż efekt stereoskopowy był bardzo wyraźny, nie czułem w tej materii niedosytu, ale dupy nie urywał: w żadnym momencie nie było wrażenia, że coś wylazło przed ekran na tyle żeby wydawało się, że jest na wyciągnięcie ręki, a bywałem na takich projekcjach. Pozycja napisów w kadrze była ok: jeśli było niebezpieczeństwo, że napisy będą na dalszej płaszczyźnie niż jakiś element filmu w tym samym miejscu co napisy to były one po prostu wyświetlane w ciut innym miejscu (zwykle nie były wycentrowane tylko były z boku, przy dolnej krawędzi). Oglądałem takie filmy gdzie nie było to przestrzegane i wówczas napisy były niejako „wciśnięte” w np. ciało aktora będącego bliżej niż owe napisy. Tutaj tego błędu uniknięto. Wizualizacja obcych w formie gier też była stereoskopowa, mimo że pierwowzorem były raczej gry „płaskie”. Na szczęście gdy pokazywano oryginalne gierczyny np. na automatach, były one w 2D choć same automaty jak i otoczenie widać było, że zostało sfilmowane w 3D jak zresztą wszystkie kadry filmu, od początku do końca (włącznie z napisami początkowymi i końcowymi). Dodam tu jeszcze od siebie, że faktycznie film raczej z grupy „głupkowatych komedii”, ale na szczęście nie było przegięć (np. zboczonych żartów) i wydaje mi się, że spokojnie można ten film obejrzeć nawet z jakimś małym brzdącem.

    • GadZombiE mówi:

      Dzięki za komentarz :). Nie widziałem tego w 3D i nie zamierzam, bo nie znoszę kina w 3D. W wersji 2D też wyglądało dobrze. Na pewno z małym dzieckiem śmiało można iść, bo w filmie nie ma nic takiego, czego nie mogłoby zobaczyć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.