Dawne komputery i gry. Kraków, 2013-11-16. Moje wrażenia.

13-11-16 - (037)Wczoraj i dziś była wspomniana impreza. Byłem tylko w pierwszy dzień, więc nie wiem co działo się w niedzielę, ale podejrzewam, że wiele więcej już nie było. Niniejszy wpis nie jest pełną relacją z tego wydarzenia, a jedynie moją subiektywną opinią, z którą nie każdy musi się zgadzać :).

Ogólnie impreza była udana i jestem bardzo zadowolony z jej przebiegu. Jednak są pewne sprawy, do których muszę się przyczepić. Na początku moje zastrzeżenia, a potem już będzie lepiej. Przyjechaliśmy z synem koło 13, więc impreza już trwała. Na początek uderzyło mnie, że w najbliższej okolicy nie widać nic, co by sygnalizowało, że jest impreza, a tym bardziej gdzie ona jest. Przygotowałem się wcześniej z Google Street View, żeby wiedzieć dokładnie gdzie trafić, jednak i tak miałem wątpliwości, czy ten brzydki budynek, do którego zmierzamy, to właściwe miejsce! Trochę zabrakło mi na stronie http://dkig.pl/pl/ dokładniejszej informacji o miejscu imprezy. Był podany adres, ale już mapka dojazdowa nie pokazywała dokładnie, w jakie miejsce się kierować. Co gorsza, gdy przyjeżdża się tramwajem w to miejsce, to nie wiadomo gdzie iść. Znam tę okolicę tak sobie. Na szczęście wiedziałem, którędy tam trafić, ale współczuję zamiejscowym, którzy mogli mieć spory kłopot. Gdy doszliśmy do budynku, nie było na nim żadnej informacji co się tu dziś dzieje. Gorzej – zaśmiecone i brudne schody zakończone były kartką „wejście od parkingu”. Dopiero wówczas zrozumiałem, że jestem ze złej strony budynku, która od strony tramwaju rzucała się w oczy o wiele bardziej. Zawróciliśmy i szukając innego wejścia wciąż czułem niepewność, czy to na pewno właściwy budynek. Dopiero po znalezieniu drugich drzwi zobaczyłem plakat z imprezy i wiedziałem, że dotarliśmy tu, gdzie trzeba.

W środku poprawił mi się humor, gdy zobaczyłem masę komputerów i wyjątkowo miłego człowieka przy wejściu, który sprzedawał bilety i gadżety komputerowe. Wyglądał zupełnie jak jeden z trzech naukowców w X-Files (ten długowłosy blondyn) 😉 (Jak dowiedziałem się po imprezie, był to organizator! ;)). Wejściówki były niedrogie (15zł), a syn załapał się jeszcze na darmowe wejście z racji wieku. Weszliśmy dalej. Pomieszczenia niestety wyglądają na bardzo stare i zaniedbane – zupełnie jak cały budynek z zewnątrz. Centrum Sztuki Solvay powinno włożyć trochę pieniędzy w remont. To oczywiście nie jest przytyk do organizatorów imprezy! Idąc między stołami zapełnionymi sprzętami sprzed lat, w głośnych odgłosach różnych gier i ogólnym gwarze, dotarliśmy do pierwszego przystanku, gdzie tylko powiedziałem do młodego, że poszukamy miejsca, gdzie można pograć i od razu sympatyczny właściciel Commodore zaprosił nas do stolika i posadził młodego przed Amigą. Ten oswoił się ze starym joystickiem (taki sam miałem w dzieciństwie!) w ciągu minuty i od razu zaczął ciupać bardzo chętnie w Superfrog. To pozwoliło mi się trochę rozejrzeć wokół i wyjąć aparat fotograficzny. Sala była bardzo niewielka i solidnie zapełniona sprzętem i ludźmi. Panował ogólny zaduch i gorąc, więc spytałem grzecznie gdzie jest szatnia i tu moje największe zażalenie do organizatorów. Usłyszałem tylko, że nie ma szatni. Na samą imprezę nie można narzekać i więcej już nie będę, ale muszę wyrazić swoje niezadowolenie na tej płaszczyźnie. Jeśli impreza jest w listopadzie, a na zewnątrz temperatura oscyluje wokół 5 stopni Celsjusza (i tak dość ciepło), to oczywistym jest, że ludzie przyjdą w grubych kurtkach i płaszczach, które chętnie zdejmą po wejściu do takiego ciepłego lokalu. Niestety, zmuszony byłem ze sobą nosić wszystkie ciuchy swoje i syna i do tego plecak. Po godzinie bolały mnie już plecy, co psuło zabawę. W każdym miejscu, gdzie próbowaliśmy pooglądać gry/sprzęty, problemem były trzymane kurtki i płaszcze, z którymi nie miałem co zrobić. Gdybym mógł to gdzieś zostawić, na pewno byłoby o wiele przyjemniej. Szatnia powinna była być zorganizowana bezwarunkowo!

13-11-16 - (026)Zostawiając za sobą mniej przyjemne aspekty imprezy, przejdę teraz do najprzyjemniejszego. Poza główną salą z komputerami (do tego jeszcze wrócę), były jeszcze dwie. W drugiej, dość skromnie, stały dwa Atari 800XL (takie miałem!) i zdaje się Mac, ale mogę się mylić, bo się nie zdążyłem przyjrzeć. Tu odbywały się turnieje Decathlona, Dyna Blaster oraz Shufflepuck Cafe (nie jestem pewny czy każda z tych gier brała udział w turnieju, ale były włączone). Genialne było jednak podłączenie maty do tańców zamiast joya do Atari, dzięki czemu Decathlon nabrał dla mnie nowego wymiaru gry sportowej, a nie destruktora joysticków! Zamiast walić na oślep joyem ile sił w ręce należało skakać po macie po strzałkach, by zawodnik na ekranie biegł. Rewelacja! Polecam wszystkim dbającym o figurę, bo z pewnością taki rodzaj „sportu” na pewno spali sporo tłuszczu ;). Młody chwilę poskakał i szybko zwiał. Przepraszam właściciela maty za to, że mały wlazł na to w butach, ale nie przyszło mi do głowy, że powinno się być na tym boso. Potem krótko pograliśmy we dwóch w Dyna Blaster na rzutniku (wielkie piksele na ścianie robią wielkie wrażenie ;)) i poszliśmy sprawdzić co znajduje się w sali numer 3. Tam odbywały się konkursy. Po pierwsze stało trochę komputerów klasy PC, na których odbywały się turnieje w różnych grach. Tu nie staliśmy długo, bo samemu pograć nie bardzo miałem jak. Niewiele później rozpoczął się tu też konkurs analogiczny do naszej grupowej zabawy w zgadywanie tytułu gry po różnych cechach. Na pierwszy ogień poszły screeny ze znanych gier. Na pokazanych chyba 10, tylko jednej gry nie znałem, więc poczułem dumę. Uczestnicy konkursu chichotali radośnie lub jęczeli w stylu „aaaale łatwe”, a jednak niejeden tytułu podać nie umiał. Sam konkurs byłby dla mnie genialny i chętnie wziąłbym w nim udział, gdybym nie był z synem, jednak organizacja nie była do końca dopracowana. Prowadzący konkurs robił wrażenie, jakby był nieprzygotowany. Tylu specjalistów, programistów wokół, a przygotowane screeny do konkursu były w formie gifów i jpgów otwieranych z poziomu Total Commandera?? No bez jaj! Amatorszczyzna. Napisanie programu, który wyświetlałby te zagadki zajęłoby powiedzmy 30 minut i wyglądałoby to o wiele profesjonalniej i dało o wiele większe możliwości. Czułem się jak na wykładach w szkole. Wiem, że potem miało być zgadywanie po muzyce i chyba jeszcze innych cechach, ale zaczęło nam się nudzić i wyszliśmy. Znudzenie powstało również z powodu nie najlepszego prowadzenia konkursu. Smutno. Z tego, co prowadzący mówił, zrozumiałem, że nie jest to pierwszy taki konkurs, więc tym bardziej nie rozumiem dlaczego był marnie zorganizowany. Poza tym chętnie pomógłbym im w wymyślaniu innych kategorii zagadek, bo mogło być o wiele ciekawiej.

Większość czasu spędziliśmy jednak w pierwszej sali, gdzie stały komputery, bo tu było najciekawiej. Stały chyba wszystkie maszyny z ostatnich około 40 lat i wiele z nich było włączonych. Były różne wersje mojego ukochanego Atari,w tym fajnie zmodyfikowane magnetofony, które zamiast kasety miały włożone trochę elektroniki i z (chyba) kart pamięci wczytywały gry bezpośrednio do komputera. Miały nawet wyświetlacze LCD! Widziałem bardzo wiele wersji Amigi, Commodore, były konsole od Nintendo poprzez SEGA, do Playstation (jedynki!). Był Amstrad Schneider, niestety niepodłączony, więc pozostało oglądanie pudła. Był dawny Pong w jakiejś lepszej wersji, w której wielkimi przyciskami wybierało się jedną z kilku gier – tenis, squash itd. Granie potencjometrami nie jest najwygodniejsze, ale fajnie było spróbować ;). Syn się szybko zniechęcił. W konsolach stał też Virtual Boy, którego miałem okazję obejrzeć pierwszy raz. Trochę dziwne czerwone kolory, ale wrażenie niepowtarzalne, gdy widzi się lecącą piłkę w tenisie, która naprawdę zdaje się zbliżać do gracza (jakby ktoś nie wiedział, to patrzy się przez specjalne okulary i gry są trójwymiarowe). Na Nintendo nie brakło klasyki gier – Battle City, czy Duck Hunt z pistoletem na starym telewizorze. Na pozostałych komputerach leciała masa klasycznych gier – Superfrog, Giana Sisters, Preliminary Monty, Pinball Fantasies, Doom i mnóstwo innych. Oczywiście gry co jakiś czas się zmieniały, więc z pewnością potem można było pograć w coś innego. Stała też konsola Game Cube, do której podłączone były bębenki i można było na nich pograć w (nie znam tytułu, wybaczcie) małpią wersję Guitar Hero, gdzie zamiast grać na gitarze wali się w bębny i klaszcze, a na ekranie widać małpę z Donkey Konga.

13-11-16 - (020)Moją uwagę przyciągnęła też jedna z gablot wypełniona starymi grami elektronicznymi. Były w niej klasyczne „jajeczka” z radzieckiej Eletroniki i sporo innych gier. Były tam też przenośne konsole – Atari Lynx, Gameboy, Supervision (te dwa ostatnie sam posiadałem, w tym GB mam do dziś). Znajdowały się tam też mniej popularne gry, które robiły wrażenie! Nie znam tytułu, nie zdążyłem też pstryknąć zdjęcia, ale była gra z ekranem, na który była nadbudówka z soczewką u góry, a ekran był jakimś rodzajem kolorowego wyświetlacza LCD, jednak (jak mówił właściciel) zrobione z plazmowych diod, czy świetlówek. Fajne! Było też trochę komputerów i konsol w gablotach, niepodłączonych (może nie działały, nie wiem), np. Elwro Junior, radziecka Eletronika (jakiś komputer osobisty, ale zupełnie tego nie znam), jakieś odpowiedniki Spectrum. Samej działającej Spectrumny niestety nie widziałem. Była nawet działająca konsola Atari 2600.

W zasadzie przy każdej z gier spędzaliśmy najwyżej kilka minut, bo nie dało się więcej, a i tak zeszło nam w sumie dobre 3-4 godziny. W całym wydarzeniu panowała bardzo przyjemna atmosfera. Wszyscy właściciele starych sprzętów byli bardzo serdeczni, chętnie pokazywali komputery, coś opowiadali i zachęcali do pogrania. Czułem się trochę jak na dawnej giełdzie komputerowej „pod Elbudem”, która była organizowana co tydzień dawno temu. Jednak zamiast tłumu piratów, którzy handlowali grami, byli prawdziwi pasjonaci.
Średnią wieku odwiedzających ciężko mi określić, bo był duży przekrój. Sporo było ludzi po 30-tce, czyli takich, którzy byli dziećmi w tamtych czasach, podobnie jak i ja. Mniej ludzi starszych od nich, ale i tacy byli. Dwudziestolatków też niemało. Dużą grupą były nastolatki, ku mojemu zaskoczeniu i radości. Myślałem, że nastolatki dziś już raczej nie interesują się starymi gratami i wolą iPhone, jednak ich nie brakowało. Dziewczyn nie było zbyt wiele, chociaż paru się doszukałem bez problemu, ale jednak przeważająca część to faceci, co mnie akurat nie dziwi.

Opuszczałem lokal z lekkim żalem, ale za oknem zrobiło się już ciemno i czas było wracać. Nie wiem jak było na drugi dzień, ale pewnie poza innymi turniejami i konkursami oraz wykładami, było tak samo. Właśnie, bo miały być jakieś wykłady, ale mnie ominęły wszystkie. Przed wyjściem zaopatrzyliśmy się w kilka gadżetów, w tym Retrokalendarz z fajnymi zdjęciami starych komputerów i gier na każdy miesiąc.

Miło widzieć, że mimo upływu lat, niektórzy wciąż trzymają na chodzie te sprzęty. Oby trwało to jeszcze długo. Pewnie za jakiś czas już nikt tego nie uruchomi i pozostaną tylko eksponaty muzealne. Korzystajmy, póki można, by obejrzeć to w działaniu!
Impreza była naprawdę fajna i udana. Jeśli za rok będzie następna, to pewnie też pójdę. A jak! Tymczasem, pozostają mi emulatory…

Poniżej kilka zdjęć z wydarzenia. Jakość średnia, ale nie miałem szans na zrobienie lepszych zdjęć z racji marnych warunków i słabego aparatu 🙂

2013-11-27: Do galerii dorzucam też kilka zdjęć od kolegi Kloqusa z grupy, który też był na imprezie. Są fajnym uzupełnieniem moich zdjęć, których nie wyszło zbyt wiele. Widać na nich np. grę Astro Wars, o której pisałem wyżej, przystawkę do Atari pozwalającą wczytywać gry z kart pamięci, zbliżenie Virtual Boya z trójwymiarowymi grami oraz 2 zdjęcia z wykładów na temat gry OpenXcom. Wielkie dzięki dla Kloqusa za te zdjęcia i zaangażowanie!

O GadZombiE

Zajrzyj na stronę "O mnie i o stronie".
Tagi , , , .Dodaj do zakładek Link.

12 odpowiedzi na „Dawne komputery i gry. Kraków, 2013-11-16. Moje wrażenia.

  1. Pingback:Dawne Komputery i Gry 2013 – video! | Classic Games Maniac

  2. Pingback:Uzupełnienie informacji na temat imprezy Dawne komputery i gry | Classic Games Maniac

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.