Wizyta w Cracow Computer Museum

Odwiedziłem ostatnio muzeum. Czy w muzeum musi być nudno? Jeśli stoją w nim zakurzone gabloty opatrzone długimi podpisami, jest ciemno i duszno, to zapewne tak jest. Ale to, w którym byłem, z nudą i zwykłym muzeum wcale się nie kojarzy! Jeśli zasiadam do wymarzonych maszyn sprzed lat, to jest ekscytujące przeżycie, a nie nudne! Jest takie miejsce w Krakowie – Cracow Computer Museum.

A w Krakowie na Krupniczej pada deszcz…

Czasem świeci też słońce… W niewielkim lokalu, tuż przy samym Rynku Głównym w Krakowie, przy ulicy Krupniczej, od niedawna mieści się bardzo przyjazne miejsce dla retromaniaków. Od kilku tygodni zacierałem ręce, gdy widziałem, że interes się rozkręca i teraz wreszcie znalazłem wolne popołudnie, aby sprawdzić co się tam kryje.

Już od ulicy wieje dobry wiatr. Nad wejściem szyld ze znajomymi logami i nazwami, a w głębi podwórka od razu wiadomo gdzie się kierować. Gdy nadstawić uszu, to dobiegną sympatyczne dźwięki i muzyczki z gier na ośmiobitowce. Tam dzieje się coś dobrego! Sprawdźmy… Przy wejściu wita nas właściciel muzeum, bardzo sympatyczny człowiek, który aż nie może się doczekać by móc opowiadać odwiedzającym o swoich zbiorach. To prawdziwy pasjonat, co można wyczuć w pierwszych minutach rozmowy. Od razu zachęca by pytać o cokolwiek i bardzo chętnie opowiada. Przedstawił nam historię swoich sprzętów, skąd je ma i od kiedy. Z dumą przyznaje, że niemal każdy tutejszy sprzęt jest jego własnym, gdyż zbiera je od kilkunastu lat. Nie są to stare rupiecie zdobyte na pokaz, ale wypucowane i wypieszczone komputery i konsole, darzone odpowiednią dawką uczucia.

Co tam w środku?

Sprzętów, jak na dość małą powierzchnię, jest naprawdę dużo. Uderza też fakt, że prawie wszystkie są nie tylko na chodzie, ale włączone i gotowe do użycia. Przy każdym stołek, żeby nogi nie wymiękły i całe godziny zabawy przed nami. Przekrój historii komputerów zaczyna się od ośmiobitowców. Jest Atari 65XE podpięte do czarno-białego monitora. Jest kilka modeli Commodore (naliczyłem C64, C16, Plus/4 i kilka innych, jak interesujący C128D). Na każdym można pograć. Aby nie czekać na załadowanie gry, w większości sprzętów widziałem podpięte emulatory stacji dysków, które błyskawicznie ładują gry z pamięci flash. Ot, taka – popularna dziś – nowinka techniczna w tych starych maszynach. Jest też ZX Spectrum, Amiga 500 oraz kilka PC-tów i Macintosh, które można spiąć w sieć i pograć razem w Quake i Doom przez COMy! Moje oczy przykuł piękny, kolorowy i w naprawdę wyśmienitym stanie Amstrad CPC 464, który został wypożyczony dla muzeum, ale jest nadzieja, że długo tam pozostanie. Wspaniały sprzęt, na którym chwilę pograliśmy. Musiałem przypomnieć sobie swoje własne instrukcje, jak ładować gry na CPC, co opisywałem na CGM jakiś czas temu :). W kącie leży jeszcze trochę sprzętów gotowych do renowacji, aby kiedyś również stanąć na stołach ku uciesze odwiedzających.

Poza wspomnianymi komputerami są też konsole, które także warto zobaczyć. Dla wielbicieli Mario, czy Raymana znajdzie się wersja mini Nintendo/Pegasus’a, której nie trzeba cartridge’y do grania oraz Playstation mini. Z dalszych rarytasów jest Atari VCS z czterema przełącznikami oraz śliczne Atari 2600 jak i Commodore 64 zamknięte w joysticku i podłączone wprost do telewizora. Naprawdę cudna rzecz i sam bym taką kupił chętnie, gdybym miał… telewizor ;).

To nie wszystkie atrakcje w muzeum, ale czy odwiedzicie to miejsce sami, jeśli napiszę i pokażę zbyt dokładnie co jest? Dodam jeszcze, że zmęczeni wypalającymi oczy monitorami mogą usiąść na chwilę do analogowej gry retro w łowienie rybek multiplayer na 5 graczy, na wędki, a nie przez sieć! Mój syn mnie ograł, podobnie jak w Mario na Commodore 64. Młody się szybko wprawił. Można też zagrać w szachy albo w planszówkę z piłkarzami, której nie obadałem, bo mam alergię na futbol.

Za czym ta kolejka stoi?

Czy to jeszcze mało, aby Was zachęcić? Ile kosztuje ta przyjemność? Właśnie, tu honor oddaję właścicielowi, który robi wrażenie, jakby niechętnie wyciągał rękę po pieniądze, choć zdaje sobie sprawę, że jeśli nie zarobi na czynsz, to będzie musiał zamknąć interes. Żeby mu zapłacić trzeba samemu tego dopilnować, co nie jest zbyt bezpieczne dla tego lokalu. Nie każdy jest tak uczciwym człowiekiem jak ja, żeby wręcz dopraszać się o zapłatę :). Wejście do muzeum kosztuje 20 złotych za dorosłego i 10 za dziecko. Czy to dużo? Jeśli weźmiecie pod uwagę, że po wejściu można siedzieć ile czasu się chce… Dwie dychy za przejażdżkę wehikułem czasu, by móc pograć ile się chce na dowolnym sprzęcie? To prawie darmo! Mam nadzieję, że nikt nie narzeka. Sprzęt kosztuje, czynsz kosztuje, a do tego te maszyny i telewizory żrą całkiem sporo prądu. Trzeba też wziąć pod uwagę, że komputery mające po 30 lat dość łatwo się psują, podobnie z monitorami. Każda naprawa także kosztuje.

Czy jest na sali lekarz?

Jak już wspomniałem o naprawach, to nie mogę pominąć fantastycznego faktu, iż opiekun komputerów, oddaje im całe serce w każdej chwili. Gdy tylko coś dolega któremukolwiek pacjentowi zaraz wjeżdża na salę operacyjną, w ruch idą śrubokręty i lutownica, by natychmiast reanimować przyjaciela! Akurat przy nas Commodore 128D miał wypadek z przegrzewającym się zasilaczem i ledwie to przeżył. Bardzo szybko został zdiagnozowany i będzie naprawiony. Widać, że właściciel zna się na rzeczy. W rogu pomieszczenia, jak na sali operacyjnej, można zobaczyć pojemniki ze śrubkami i elementami potrzebnymi do szybkich napraw albo płytki do nowych cartridge’y. Widać, że wciąż w czymś gmera i dba o dobre samopoczucie wszystkich komputerków. Miło patrzeć, że są dla niego tak ważne. Stąd też smutno jest słyszeć, że niektórzy odwiedzający potrafią traktować sprzęt trochę zbyt nerwowo, uszkadzając joysticki czy pistolety do NESa. Niestety niektórym brak wyczucia w rączkach wyćwiczonych za bardzo na siłce ;).

Przy wyjściu nie zapomnijcie spojrzeć do szklanej gabloty, gdzie można znaleźć drobne gadżety do kupienia – kubki, czy przypinki.

Podsumowanie

Cracow Computer Museum jest naprawdę warte odwiedzin, i to niekoniecznie jeden raz. Można to miejsce traktować jak niegdysiejsze salony z automatami – przyjść, zostawić parę złotych i pograć ile wlezie. Czas płynie tam bardzo szybko. Mimo niewielkich rozmiarów pomieszczenia, nam zeszły blisko 4 godziny, a wydawało się, że tylko oglądałem kolejne maszyny. Dlatego lepiej nie przychodzić tuż przed zamknięciem, bo nie zdążycie wszystkiego zobaczyć. To nie jest zwykłe muzeum. To bardziej miejsce nostalgicznej rozrywki! Jeśli mieszkacie niedaleko, albo jesteście akurat w Krakowie, nie zapomnijcie tam zajrzeć. Ja z pewnością jeszcze tam wrócę. Trzymam kciuki za to miejsce, z nadzieją, że stanie się bardziej popularne. Na razie odwiedzających nie ma zbyt wielu, dlatego liczę na Wasze wsparcie, drodzy czytelnicy. Nie tylko odwiedźcie, jeśli możecie, ale przekażcie znajomym. Jest wiele osób, które nie są retromaniakami, ale gdy mogą zagrać na komputerze pamiętanym z dzieciństwa, to im się micha cieszy, jak dziecku z lizakiem :D. Może CCM stanie się z czasem godnym krakowskim odpowiednikiem karpackiego Muzeum Konsol Gier Video w Karpaczu. Na wizytówce są informacje, że w można tu organizować imprezy, urodziny dla dzieci, czy pouczyć się na tematy ogólnokomputerowe. Pomyślcie sami, czy urodziny dla dziecka w takim miejscu nie byłyby wyjątkowe?

Aby sam opis nie był nudny, na koniec film! Nie jest to mrożący krew w żyłach horror, ale parę ujęć, jakie nagrałem w omawianym przybytku. Zobaczcie sami, jak tam jest, a potem sprawdźcie osobiście. Jako bonus może będziecie mogli nawet wydrukować coś na drukarce Commodore podpiętej do C64! My mieliśmy to szczęście :D.

O GadZombiE

Zajrzyj na stronę "O mnie i o stronie".
Tagi , , .Dodaj do zakładek Link.

3 odpowiedzi na „Wizyta w Cracow Computer Museum

  1. Pawel mówi:

    Trochę mam do Krakowa ale jak będę w okolicy to się wybiorę. Proponowałbym przy komputerach dać krótki opis np. nazwa i rok produkcji bo nie każdy będzie kojarzył wszystkie komputery 🙂

  2. PG mówi:

    Polecam również Muzzeum Gier Wideo na krakowskich Czyżynach 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.