RGB – perełka z 2014r. na małe Atari

RGBJakiś rok temu, może nawet trochę więcej, przypadkowo zobaczyłem, że szykuje się nowa gra na małe Atari (tak, tak – nadal powstają!). Ponieważ nieraz widzę takie niusy, to nie robią na mnie wielkiego wrażenia. Jednak tym razem moją uwagę zwrócił bardzo kolorowy screen z gry. Jak wiadomo, Atari w standardzie nie daje zbyt wielu kolorów naraz. Tylko sprytniejsi programiści potrafili tak to zrobić, żeby gracz zobaczył „więcej niż się da”. Poza tym, że screen był bardzo kolorowy, to były na nim bardzo szczegółowe, starannie narysowane elementy grafiki. Wiedziałem już, że gdy gra zostanie ukończona, to na pewno będę chciał ją zobaczyć.

Nie przeliczyłem się. Gdy RGB ujrzało światło dzienne, zaraz wpadło w moje ręce. Już winieta przygotowała mnie na rozkosz dla oka. Gra okazuje się naprawdę interesująca i bardzo dobrze wykonana. Dawno nie spotkałem tak ładnie zrobionej gry na atarynkę, jednocześnie z takim ciekawym i nietypowym pomysłem! Jestem pod wielkim wrażeniem.

RGB na Atari XL/XEW RGB gracz porusza się robotem na gąsienicach. Jego wygląd jest przyzwoity, ale najważniejsze, że ruch gracza jest bardzo szybki, sprawny, płynny, czyli jest zaprzeczeniem sterowania postacią w baaaaardzo wielu polskich grach z lat 90-tych! Zawsze mnie tak wkurzało, że w polskich platformówkach przeważnie postać rusza się jak paralityk (oczywiście nie dotyczy to wyłącznie polskich gier). Animacja drętwa, ruch powolny, przyjemność z grania na poziomie zera. A tu proszę, zobaczcie tylko na filmie – robot gracza skacze, jeździ, spada, wszystko robi bardzo naturalnie i na tyle szybko, by gracz się nie nudził i na tyle wolno, by pozwolić na precyzyjne ruchy. Po prostu idealnie! Da się? Da się!

To nie koniec atrakcji. Robot ma za zadanie zlikwidowanie wszystkich pozostałych ruchomych obiektów. One to też jakieś formy mechanicznego życia. Niektóre mają bardzo fajną animację – szczególnie te na małych nóżkach ;). Wreszcie dochodzę do sedna, czyli skąd właściwie tytuł gry i jaki ona ma sens. Wrogie roboty mają różne kolory. Mieszanki składowych R, G i B, jak w zwykłym monitorze. Gracz strzela do nich w kolorze, jaki sam ma w danej chwili (np. gdy jest czerwony, to strzela czerwonym pociskiem). Pocisk w danym kolorze odbierze trafionemu ten kolor, o ile taki ma. W przeciwnym wypadku zadziała odwrotnie i mu go dołoży! Tym sposobem, aby zniszczyć np. zielonego robota, trzeba trafić go zielonym pociskiem. Trafiony innym pociskiem, dostanie ten kolor i tylko go wzmocni. Np. gdy zielony robot zostanie trafiony czerwonym pociskiem, to staje się żółty. Roboty nie lubią być czarne. Czują się wtedy smutne i wypalone, więc giną ze wstydu! Trzeba im odebrać wszystkie składowe RGB, aby stały się czarne i wykończyć w cholerę.

Aby nie było za prosto, gracz w jednym momencie może strzelać tylko jednym kolorem. Aby go zmienić, może podejść do specjalnej maszynki, która pozwala mu na zmianę koloru. Zmiana koloru kosztuje trochę energii, więc nie można robić tego tak często, jak się chce. Czasem zniszczone roboty zostawiają po sobie prezent w postaci przedmiotu zmieniającego kolor gracza.

Gracza ściga jeszcze czas oraz kończąca się siła, gdy zostanie trafiony wrogim pociskiem, albo dotknie wroga osobiście. Najwięcej siły traci się jednak spadając z wysokości. I to główny element zręcznościowy w tej grze. Poza tym, że można sobie postrzelać, to mamy tu też tradycyjne skakanie po platformach.

RGB na Atari XL/XEGra ma naprawdę świetny klimat. Już w pierwszych sekundach czuć, jak bardzo jest oldskulowa, na modłę najlepszych platformówek z lat 80-tych. Twórcom udało się w 2014 roku wykonać grę, która absolutnie nie zdradza swojego wieku. Gdybym nie wiedział, to z pewnością myślałbym, że jest to jakieś cudowne, archeologiczne znalezisko – jedna z najlepszych polskich gier z początku lat 90-tych! Wszystkie szczegóły zostały doszlifowane. Gra się szybko i przyjemnie, dźwięki są bardzo miłe dla ucha (lekko ubogie, mogłoby być ich nieco więcej), doskonale stworzona grafika „z efektem łał” – tyle kolorów, tyle szczegółów, płynna animacja! Nie jest bardzo trudna, ale też z pewnością nie banalna. Trochę trzeba pomyśleć, ale logiczny aspekt gry nie jest przesadzony na tyle, żeby wieczorna chwila relaksu z grą była niemożliwa! Więcej trzeba się naskakać i nastrzelać, czyli same przyjemności zręcznościowe. Gracz nie ginie dotykając byle czego, więc można pozwolić sobie na drobne błędy, które nie spowodują, że trzeba przechodzić wszystko od nowa co kilka sekund. Gdybym się miał do czegoś na siłę przyczepić, to mógłbym jedynie do muzyki, która nie jest zła, ale zupełnie nie w moim guście. Trochę drażni na dłuższą metę, więc można ją wyłączyć.

Z czystym sumieniem polecam Wam dziś młodziutką grę, która wpasowuje się idealnie w kanon klasycznych platformówek. Jeśli jeszcze nie widzieliście – powinniście zobaczyć! Jest darmowa i dostępna bez kłopotów. Na stronie atarionline.pl znajdziecie ją w downloadzie z grami, a kwestia emulatora Atari opisana jest tu (jeśli go ktoś nie ma). Warto! Szkoda, że takie gry nie powstawały ~20 lat temu. Jako autorzy RGB nieśmiało, niemal anonimowo, podpisali się nickami: MAPA i PG z udziałem specjalnym OOZ. Kimkolwiek są, gratulacje!

(dopisane w dniu 2016-10-24) Po długim czasie zostałem poprawiony przez jednego z autorów gry. Po pierwsze poznałem nazwiska wszystkich autorów, a po drugie skorygował mnie w kwestii ich narodowości. Okazuje się, że programistą jest Marek „MaPa” Pavlik, Czech, który wymyślił grę i całość oprogramował. Zdenek „PG” Eisenhammer, również Czech, stworzył muzykę i dźwięki, grafikę w grze i projekty etapów. Jedynym Polakiem w zespole jest Adam „Ooz” Powroźnik odpowiedzialny za logo tytułowe, font i część rysunków. Dziękuję Zdenkowi za wyjaśnienia (rozumiem, że zrobił to też w swoim interesie :)), bo mogę dzięki temu uzupełnić informacje, których brakuje również w samej grze.

O GadZombiE

Zajrzyj na stronę "O mnie i o stronie".
Tagi , , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.