Dwa bardzo ważne zeszyty

Dawno temu, gdy miałem niewiele ponad 10 lat i byłem już poważnie zafascynowany Atari i grami, jako już dość rasowy gracz wpadłem na pomysł. Pomysł przyszedł mi do głowy po lekturze takich czasopism jak Top Secret, czy Secret Service. Szczególnie pamiętam TS, w którym zwykle gdzieś był mały fragment poświęcony trikom, jakie ludzie odkryli w grach, które pozwalały na odblokowanie czegoś, przejście gdzieś dalej, oszukanie itd. Zwało się to „Tips & Tricks” i był to po prostu zbiór różnorakich porad, które nadsyłali czytelnicy. Czytałem to zawsze chętnie, bo nieraz można było się dowiedzieć z tego czegoś ciekawego, a – wierzcie mi lubi nie – nie było wtedy Internetu, z którego można było takie informacje czerpać, więc prenumerata TS była dla mnie obowiązkowa. Każdy nowy numer, który wyciągałem ze skrzynki na listy, od razu był przeze mnie czytany bardzo wnikliwie. Ponieważ T&T zawierało informacje na temat różnych gier z różnych platform, interesowały mnie tylko nieliczne, na temat gier, które miałem. Gdy w coś grałem, grzebanie po gazetach nie było zbyt wygodne. Ponadto czasem sam „rozgryzałem” gry i odkrywałem w nich rzeczy, o których wcześniej nie miałem pojęcia. Żeby tego nie zgubić, nie zapomnieć i ułatwić sobie szukanie, któregoś dnia kupiłem zeszyt w kratkę, podzieliłem go na litery alfabetu i zacząłem wpisywać do niego wszystkie odkryte ciekawostki na temat gier, które miałem. Każda gra lądowała na kartce z odpowiednią literą. Oczywiście zeszyt dostał tytuł „Tips & Tricks” (a jakże). Był dla mnie bardzo ważny i leżał zawsze blisko biurka z komputerem.

Czasem żałuję, że już go nie mam… 🙂

Jednak powyższy zeszyt nie był AŻ tak ważny dla mnie jak drugi podobny zeszyt o kryptonimie HS. W tym samym okresie czasu założyłem sobie również drugi taki zeszyt, który także był podzielony na litery alfabetu, a na każdej kartce znajdywała się pokaźna lista gier. Kryptonim HS oznaczał High Scores i zapisywałem w nim rekordy, jakie udało mi się zdobyć w każdej z gier. Wszystko zapisywałem skrupulatnie ołówkiem i gdy udało mi się zdobyć wynik wyższy niż wcześniej, wymazywałem stary wynik z zeszytu i wpisywałem nowy. Obok punktacji często zapisywałem też etap, do którego doszedłem i inne osiągnięcia zależne od gry. Ten zeszyt po dłuższym czasie wyglądał dość zabawnie, bo był bardzo szczelnie wypełniony tekstem, a kartki były pokrzywione od gęstych zapisków ołówkiem i częstego wymazywania.

Ten zeszyt pozwolił mi przy okazji na ciekawą obserwację, która sprawdza się do dziś. Nie wiadomo dlaczego, ale okazuje się, że najwięcej gier było na literę „S”. Tę tendencję widać we wszystkich spisach gier na Atari, jak choćby na stronie Atarimania. Mam wrażenie, że z późniejszymi grami na inne platformy jest podobnie. Możliwe, że znaczenie ma tu fakt, że wiele z tytułów gier rozpoczyna się od słowa Super, Star, Speed, albo Space ;). Z tego powodu niektóre kartki miały trochę wolnego miejsca, ale kartki przeznaczone na S były przepełnione i musiałem kombinować, jak dopisać tam kolejne gry.

Może Wy też mieliście takie dziwne „zeszyty” lub inne zapiski? Piszcie w komentarzach 🙂

O GadZombiE

Zajrzyj na stronę "O mnie i o stronie".
Tagi , , , , , .Dodaj do zakładek Link.

7 odpowiedzi na „Dwa bardzo ważne zeszyty

  1. Kloqus mówi:

    „musiałem sklejać obok siebie po dwie, trzy karki, które tworzyły jedną mapę”
    Też tak sklejałem, ale te kartki papieru milimetrowego. 🙂

    „Poszukaj też może swojej instrukcji do gry 😉 ”
    Niestety przy okazji różnych porządków nie widzę jej już od kilku lat. 🙁 Ale z drugiej strony nie pamiętam bym ją wyrzucał, bo w zamyśle miałem by zachować ją na pamiątkę i, z perspektywy czasu, dla jaj. 🙂 Prawdopodobnie wcisnąłem ją między jakieś szpargały, a że porządków nie robię aż tak dokładnych więc może po prostu jej nie zauważam i tylko nieświadomie przekładam z miejsca na miejsce. 🙂
    Natomiast jedną z plansz zrobionych na papierze milimetrowym wydaje mi się że widziałem, i to w tym roku!
    Mam już prawie długi weekend, może się zmobilizuję i spróbuję odszukać te pamiątki. 🙂

    • GAD ZombiE mówi:

      Ja w weekend majowy poszukam zeszytu z zapiskami i mapami, bo zdaje się, że go jeszcze mam. Jak znajdę coś ciekawego, to porobię zdjęcia i wrzucę na stronę 😉

  2. zx81 mówi:

    Zeby wpisac komentarz to nie dosc ze trzeba rozwiazac skomplikowane zadanie matematyczne, to jeszcze wpisac email i podpis. Nie dziwota ze ludzie nie pisza komentarzy 😉
    Bardzo fajne te Twoje zeszyty. Bardzo lubie ogladac takie pamiatki.
    Ja mam zupelnie inne. Niestety nie mialem komputera, wiec gralem tylko w klubach lub u znajomych. Slaby byl ze mnie gracz wiec w takim zeszycienie mialbym co zapisywac… dlaczego wiec pisze, bo ja mialem takie zeszyty w ktorych pisalem proste programy. Wszystkie zera pisalem z obowiazkowym przekresleniem. Mialem tez narysowana klawiature qwerty na ktorej cwiczylem 🙂
    Pamietam nawet nazwisko Roland W. z Mlodego technika ktory byl moim guru od programowania (jego artykulu). Takich zeszytow mialem sporo, bo szybko je zapisywalem, rysowalem tez w nich sprajty bohaterow moichnigdyniezrobionychgier.
    Na filmach YT widze za to ze Ty nawet teraz grasz na bardzo wysokim poziomie.
    Ja rekordy robilem za to na fliperach (salony gier), gdzie nie musialem nic zapisywac bo wpisy pokazywaly kto rzadzi na danej maszynie.
    Chodziles na flipery? Swego czasu szukalem zdjec, opisow czy wspomnien bywalcow salonow… niestety na nic w internecie nie natrafilem. Szkoda bo spedzilem tam sporo lekcji 😉

    • GAD ZombiE mówi:

      W zasadzie masz rację z tymi komentarzami. Włączyłem na początku takie wymogi, bo bałem się spamu i tak już zostało. Spróbuję to zmienić i od tej pory nie jest wymagane podanie emaila. Zobaczymy co z tego będzie 🙂

      Super pomysł z tym zeszytem i klawiaturą na papierze! To mi przypomniało, że gdy wyjeżdżałem na wakacje, spisywałem w zeszycie pomysły na gry, które po powrocie próbowałem realizować jeszcze na Atari, zwykle z marnym skutkiem. Wtedy nie woziło się tak łatwo komputera ze sobą ;). Też rysowałem sprajty w zeszycie i potem przenosiłem je na komputer.

      Nie chodziłem na flipery, chociaż parę razy oczywiście byłem. Jednak rodzice nie dawali mi kasy na granie, więc pozostawało tylko patrzenie na innych. Sam grałem może kilka razy w życiu. Dziś trudno gdziekolwiek takie znaleźć, ale teraz to i mnie byłoby szkoda kasy ;). Mam emulator MAME i mi wystarcza. Dziwię się, że nic nie znalazłeś w sieci o tym, bo emulator MAME jest dość popularny, więc amatorów automatów chyba nie brakuje.

      Mój poziom grania nie jest wcale taki wysoki, ale jeśli siadam do gry, którą pamiętam z dzieciństwa, to gdzieś w palcach pozostały te umiejętności wyrobione już wtedy. To jak z jazdą na rowerze, albo graniem na gitarze. Chwila na przypomnienie i znowu robi się to prawie tak, jak kiedyś ;). No właśnie – prawie. Bo jednak trochę było wtedy lepiej.

    • Kloqus mówi:

      „mialem takie zeszyty w ktorych pisalem proste programy”
      „Mialem tez narysowana klawiature qwerty na ktorej cwiczylem :)”
      „rysowalem tez w nich sprajty bohaterow”
      Masakra. 🙂 Ja sprajtów nie rysowałem, ale zdarzało mi się rysować szkice map/plansz/labiryntów na papierze milimetrowym (jedna krateczka = jeden piksel). 🙂 Część z nich dotyczyła gier, które miały powstać, część dotyczyła gier „innych producentów”. 🙂
      Ponadto stworzyłem też symulator samolotu bez komputera (jak jeszcze nie miałem kompa, a gdy już mnie ciągnęło do tego typu symulatorów). Ruchome pałąki anten zewnętrznych od telewizora turystycznego produkcji radzieckiej robiły za dźwignie przepustnic, lotek itp. Radar był w postaci szachownicy, a na niej były różnorakie pionki, które symbolizowały różnorakie inne (wrogie) samoloty, pociski, rakiety itp. Miałem też szachownicę magnetyczną, która ustawiona w pionie (wraz z przyczepionymi pionkami) pokazywała te same obiekty co ta pierwsza tyle że ich wysokość oraz położenie z lewej/prawej pilotowanego samolotu. 🙂 To był taki radar 3D. Może nawet jeszcze gdzieś mam spisaną przeze mnie instrukcję wraz z algorytmami tejże gry.

    • GAD ZombiE mówi:

      To mi przypomniało, że miałem taki wielki, gruby zeszyt A4, w którym rysowałem mapy do gier. Czasem mapy były tak wielkie, że musiałem sklejać obok siebie po dwie, trzy karki, które tworzyły jedną mapę. Uwielbiałem rysować mapy głównie do platformówek. I zdaje mi się, że gdzieś ten zeszyt jeszcze mogę mieć, ale musiałbym solidnie poszukać. Poszukaj też może swojej instrukcji do gry 😉

  3. Pingback:RTS sprzed 30 lat – Air Support | Classic Games Maniac

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.