Dawne komputery i gry. Kraków, 2013-11-16. Moje wrażenia.

13-11-16 - (037)Wczoraj i dziś była wspomniana impreza. Byłem tylko w pierwszy dzień, więc nie wiem co działo się w niedzielę, ale podejrzewam, że wiele więcej już nie było. Niniejszy wpis nie jest pełną relacją z tego wydarzenia, a jedynie moją subiektywną opinią, z którą nie każdy musi się zgadzać :).

Ogólnie impreza była udana i jestem bardzo zadowolony z jej przebiegu. Jednak są pewne sprawy, do których muszę się przyczepić. Na początku moje zastrzeżenia, a potem już będzie lepiej. Przyjechaliśmy z synem koło 13, więc impreza już trwała. Na początek uderzyło mnie, że w najbliższej okolicy nie widać nic, co by sygnalizowało, że jest impreza, a tym bardziej gdzie ona jest. Przygotowałem się wcześniej z Google Street View, żeby wiedzieć dokładnie gdzie trafić, jednak i tak miałem wątpliwości, czy ten brzydki budynek, do którego zmierzamy, to właściwe miejsce! Trochę zabrakło mi na stronie http://dkig.pl/pl/ dokładniejszej informacji o miejscu imprezy. Był podany adres, ale już mapka dojazdowa nie pokazywała dokładnie, w jakie miejsce się kierować. Co gorsza, gdy przyjeżdża się tramwajem w to miejsce, to nie wiadomo gdzie iść. Znam tę okolicę tak sobie. Na szczęście wiedziałem, którędy tam trafić, ale współczuję zamiejscowym, którzy mogli mieć spory kłopot. Gdy doszliśmy do budynku, nie było na nim żadnej informacji co się tu dziś dzieje. Gorzej – zaśmiecone i brudne schody zakończone były kartką „wejście od parkingu”. Dopiero wówczas zrozumiałem, że jestem ze złej strony budynku, która od strony tramwaju rzucała się w oczy o wiele bardziej. Zawróciliśmy i szukając innego wejścia wciąż czułem niepewność, czy to na pewno właściwy budynek. Dopiero po znalezieniu drugich drzwi zobaczyłem plakat z imprezy i wiedziałem, że dotarliśmy tu, gdzie trzeba.

W środku poprawił mi się humor, gdy zobaczyłem masę komputerów i wyjątkowo miłego człowieka przy wejściu, który sprzedawał bilety i gadżety komputerowe. Wyglądał zupełnie jak jeden z trzech naukowców w X-Files (ten długowłosy blondyn) 😉 (Jak dowiedziałem się po imprezie, był to organizator! ;)). Wejściówki były niedrogie (15zł), a syn załapał się jeszcze na darmowe wejście z racji wieku. Weszliśmy dalej. Pomieszczenia niestety wyglądają na bardzo stare i zaniedbane – zupełnie jak cały budynek z zewnątrz. Centrum Sztuki Solvay powinno włożyć trochę pieniędzy w remont. To oczywiście nie jest przytyk do organizatorów imprezy! Idąc między stołami zapełnionymi sprzętami sprzed lat, w głośnych odgłosach różnych gier i ogólnym gwarze, dotarliśmy do pierwszego przystanku, gdzie tylko powiedziałem do młodego, że poszukamy miejsca, gdzie można pograć i od razu sympatyczny właściciel Commodore zaprosił nas do stolika i posadził młodego przed Amigą. Ten oswoił się ze starym joystickiem (taki sam miałem w dzieciństwie!) w ciągu minuty i od razu zaczął ciupać bardzo chętnie w Superfrog. To pozwoliło mi się trochę rozejrzeć wokół i wyjąć aparat fotograficzny. Sala była bardzo niewielka i solidnie zapełniona sprzętem i ludźmi. Panował ogólny zaduch i gorąc, więc spytałem grzecznie gdzie jest szatnia i tu moje największe zażalenie do organizatorów. Usłyszałem tylko, że nie ma szatni. Na samą imprezę nie można narzekać i więcej już nie będę, ale muszę wyrazić swoje niezadowolenie na tej płaszczyźnie. Jeśli impreza jest w listopadzie, a na zewnątrz temperatura oscyluje wokół 5 stopni Celsjusza (i tak dość ciepło), to oczywistym jest, że ludzie przyjdą w grubych kurtkach i płaszczach, które chętnie zdejmą po wejściu do takiego ciepłego lokalu. Niestety, zmuszony byłem ze sobą nosić wszystkie ciuchy swoje i syna i do tego plecak. Po godzinie bolały mnie już plecy, co psuło zabawę. W każdym miejscu, gdzie próbowaliśmy pooglądać gry/sprzęty, problemem były trzymane kurtki i płaszcze, z którymi nie miałem co zrobić. Gdybym mógł to gdzieś zostawić, na pewno byłoby o wiele przyjemniej. Szatnia powinna była być zorganizowana bezwarunkowo!

13-11-16 - (026)Zostawiając za sobą mniej przyjemne aspekty imprezy, przejdę teraz do najprzyjemniejszego. Poza główną salą z komputerami (do tego jeszcze wrócę), były jeszcze dwie. W drugiej, dość skromnie, stały dwa Atari 800XL (takie miałem!) i zdaje się Mac, ale mogę się mylić, bo się nie zdążyłem przyjrzeć. Tu odbywały się turnieje Decathlona, Dyna Blaster oraz Shufflepuck Cafe (nie jestem pewny czy każda z tych gier brała udział w turnieju, ale były włączone). Genialne było jednak podłączenie maty do tańców zamiast joya do Atari, dzięki czemu Decathlon nabrał dla mnie nowego wymiaru gry sportowej, a nie destruktora joysticków! Zamiast walić na oślep joyem ile sił w ręce należało skakać po macie po strzałkach, by zawodnik na ekranie biegł. Rewelacja! Polecam wszystkim dbającym o figurę, bo z pewnością taki rodzaj „sportu” na pewno spali sporo tłuszczu ;). Młody chwilę poskakał i szybko zwiał. Przepraszam właściciela maty za to, że mały wlazł na to w butach, ale nie przyszło mi do głowy, że powinno się być na tym boso. Potem krótko pograliśmy we dwóch w Dyna Blaster na rzutniku (wielkie piksele na ścianie robią wielkie wrażenie ;)) i poszliśmy sprawdzić co znajduje się w sali numer 3. Tam odbywały się konkursy. Po pierwsze stało trochę komputerów klasy PC, na których odbywały się turnieje w różnych grach. Tu nie staliśmy długo, bo samemu pograć nie bardzo miałem jak. Niewiele później rozpoczął się tu też konkurs analogiczny do naszej grupowej zabawy w zgadywanie tytułu gry po różnych cechach. Na pierwszy ogień poszły screeny ze znanych gier. Na pokazanych chyba 10, tylko jednej gry nie znałem, więc poczułem dumę. Uczestnicy konkursu chichotali radośnie lub jęczeli w stylu „aaaale łatwe”, a jednak niejeden tytułu podać nie umiał. Sam konkurs byłby dla mnie genialny i chętnie wziąłbym w nim udział, gdybym nie był z synem, jednak organizacja nie była do końca dopracowana. Prowadzący konkurs robił wrażenie, jakby był nieprzygotowany. Tylu specjalistów, programistów wokół, a przygotowane screeny do konkursu były w formie gifów i jpgów otwieranych z poziomu Total Commandera?? No bez jaj! Amatorszczyzna. Napisanie programu, który wyświetlałby te zagadki zajęłoby powiedzmy 30 minut i wyglądałoby to o wiele profesjonalniej i dało o wiele większe możliwości. Czułem się jak na wykładach w szkole. Wiem, że potem miało być zgadywanie po muzyce i chyba jeszcze innych cechach, ale zaczęło nam się nudzić i wyszliśmy. Znudzenie powstało również z powodu nie najlepszego prowadzenia konkursu. Smutno. Z tego, co prowadzący mówił, zrozumiałem, że nie jest to pierwszy taki konkurs, więc tym bardziej nie rozumiem dlaczego był marnie zorganizowany. Poza tym chętnie pomógłbym im w wymyślaniu innych kategorii zagadek, bo mogło być o wiele ciekawiej.

Większość czasu spędziliśmy jednak w pierwszej sali, gdzie stały komputery, bo tu było najciekawiej. Stały chyba wszystkie maszyny z ostatnich około 40 lat i wiele z nich było włączonych. Były różne wersje mojego ukochanego Atari,w tym fajnie zmodyfikowane magnetofony, które zamiast kasety miały włożone trochę elektroniki i z (chyba) kart pamięci wczytywały gry bezpośrednio do komputera. Miały nawet wyświetlacze LCD! Widziałem bardzo wiele wersji Amigi, Commodore, były konsole od Nintendo poprzez SEGA, do Playstation (jedynki!). Był Amstrad Schneider, niestety niepodłączony, więc pozostało oglądanie pudła. Był dawny Pong w jakiejś lepszej wersji, w której wielkimi przyciskami wybierało się jedną z kilku gier – tenis, squash itd. Granie potencjometrami nie jest najwygodniejsze, ale fajnie było spróbować ;). Syn się szybko zniechęcił. W konsolach stał też Virtual Boy, którego miałem okazję obejrzeć pierwszy raz. Trochę dziwne czerwone kolory, ale wrażenie niepowtarzalne, gdy widzi się lecącą piłkę w tenisie, która naprawdę zdaje się zbliżać do gracza (jakby ktoś nie wiedział, to patrzy się przez specjalne okulary i gry są trójwymiarowe). Na Nintendo nie brakło klasyki gier – Battle City, czy Duck Hunt z pistoletem na starym telewizorze. Na pozostałych komputerach leciała masa klasycznych gier – Superfrog, Giana Sisters, Preliminary Monty, Pinball Fantasies, Doom i mnóstwo innych. Oczywiście gry co jakiś czas się zmieniały, więc z pewnością potem można było pograć w coś innego. Stała też konsola Game Cube, do której podłączone były bębenki i można było na nich pograć w (nie znam tytułu, wybaczcie) małpią wersję Guitar Hero, gdzie zamiast grać na gitarze wali się w bębny i klaszcze, a na ekranie widać małpę z Donkey Konga.

13-11-16 - (020)Moją uwagę przyciągnęła też jedna z gablot wypełniona starymi grami elektronicznymi. Były w niej klasyczne „jajeczka” z radzieckiej Eletroniki i sporo innych gier. Były tam też przenośne konsole – Atari Lynx, Gameboy, Supervision (te dwa ostatnie sam posiadałem, w tym GB mam do dziś). Znajdowały się tam też mniej popularne gry, które robiły wrażenie! Nie znam tytułu, nie zdążyłem też pstryknąć zdjęcia, ale była gra z ekranem, na który była nadbudówka z soczewką u góry, a ekran był jakimś rodzajem kolorowego wyświetlacza LCD, jednak (jak mówił właściciel) zrobione z plazmowych diod, czy świetlówek. Fajne! Było też trochę komputerów i konsol w gablotach, niepodłączonych (może nie działały, nie wiem), np. Elwro Junior, radziecka Eletronika (jakiś komputer osobisty, ale zupełnie tego nie znam), jakieś odpowiedniki Spectrum. Samej działającej Spectrumny niestety nie widziałem. Była nawet działająca konsola Atari 2600.

W zasadzie przy każdej z gier spędzaliśmy najwyżej kilka minut, bo nie dało się więcej, a i tak zeszło nam w sumie dobre 3-4 godziny. W całym wydarzeniu panowała bardzo przyjemna atmosfera. Wszyscy właściciele starych sprzętów byli bardzo serdeczni, chętnie pokazywali komputery, coś opowiadali i zachęcali do pogrania. Czułem się trochę jak na dawnej giełdzie komputerowej „pod Elbudem”, która była organizowana co tydzień dawno temu. Jednak zamiast tłumu piratów, którzy handlowali grami, byli prawdziwi pasjonaci.
Średnią wieku odwiedzających ciężko mi określić, bo był duży przekrój. Sporo było ludzi po 30-tce, czyli takich, którzy byli dziećmi w tamtych czasach, podobnie jak i ja. Mniej ludzi starszych od nich, ale i tacy byli. Dwudziestolatków też niemało. Dużą grupą były nastolatki, ku mojemu zaskoczeniu i radości. Myślałem, że nastolatki dziś już raczej nie interesują się starymi gratami i wolą iPhone, jednak ich nie brakowało. Dziewczyn nie było zbyt wiele, chociaż paru się doszukałem bez problemu, ale jednak przeważająca część to faceci, co mnie akurat nie dziwi.

Opuszczałem lokal z lekkim żalem, ale za oknem zrobiło się już ciemno i czas było wracać. Nie wiem jak było na drugi dzień, ale pewnie poza innymi turniejami i konkursami oraz wykładami, było tak samo. Właśnie, bo miały być jakieś wykłady, ale mnie ominęły wszystkie. Przed wyjściem zaopatrzyliśmy się w kilka gadżetów, w tym Retrokalendarz z fajnymi zdjęciami starych komputerów i gier na każdy miesiąc.

Miło widzieć, że mimo upływu lat, niektórzy wciąż trzymają na chodzie te sprzęty. Oby trwało to jeszcze długo. Pewnie za jakiś czas już nikt tego nie uruchomi i pozostaną tylko eksponaty muzealne. Korzystajmy, póki można, by obejrzeć to w działaniu!
Impreza była naprawdę fajna i udana. Jeśli za rok będzie następna, to pewnie też pójdę. A jak! Tymczasem, pozostają mi emulatory…

Poniżej kilka zdjęć z wydarzenia. Jakość średnia, ale nie miałem szans na zrobienie lepszych zdjęć z racji marnych warunków i słabego aparatu 🙂

2013-11-27: Do galerii dorzucam też kilka zdjęć od kolegi Kloqusa z grupy, który też był na imprezie. Są fajnym uzupełnieniem moich zdjęć, których nie wyszło zbyt wiele. Widać na nich np. grę Astro Wars, o której pisałem wyżej, przystawkę do Atari pozwalającą wczytywać gry z kart pamięci, zbliżenie Virtual Boya z trójwymiarowymi grami oraz 2 zdjęcia z wykładów na temat gry OpenXcom. Wielkie dzięki dla Kloqusa za te zdjęcia i zaangażowanie!

O GadZombiE

Zajrzyj na stronę "O mnie i o stronie".
Tagi , , , .Dodaj do zakładek Link.

12 odpowiedzi na „Dawne komputery i gry. Kraków, 2013-11-16. Moje wrażenia.

  1. Pingback:Dawne Komputery i Gry 2013 – video! | Classic Games Maniac

  2. Pingback:Uzupełnienie informacji na temat imprezy Dawne komputery i gry | Classic Games Maniac

  3. Kloqus mówi:

    Korzystając z możliwości i okazji pozwolę sobie też napisać kilka kilobajtów tekstu o moich wrażeniach oraz przekazać garść informacji uzupełniających:
    Z racji, że Krakowa nie znam, to też obczaiłem sobie wcześniej okolice imprezy na Google Street View. I zobaczyłem, że w CSW są szyby powybijane kamieniami. Masakra. Ale stwierdziłem, że to mogą być stare zdjęcia i że może nie będzie tak źle. I nie było, bo jak się okazało na parterze były wstawione nowe plastiki. I tyle. Reszta jak na Street View… Generalnie budynek wyglądał tak samo staro jak komputery, które miał w sobie. Może to było celowe zagranie by lepiej poczuć klimat minionych lat? A może dzięki temu wejściówki nie były droższe?
    Nie wiem jak było z promocją tej imprezy w samym Kraku, ale na stronie internetowej faktycznie informacje były skromne, i pojawiały się ze sporym opóźnieniem. Np. na miejscu zauważyłem, że zmienił się program (chyba w ostatniej chwili, bo dwa, trzy dni wcześniej na stronie był inny), ale na szczęście udało mi się załapać na to co chciałem. 🙂
    Za „szatnię” robiły kompletnie niepilnowane wieszaki. Ja zaryzykowałem i zostawiłem na jednym z nich kurtkę – na szczęście nic mi nie zginęło.

    Byłem chyba na dwóch sobotnich wykładach (w niedzielę nie było mnie w ogóle). Merytorycznie oceniam je dobrze, może nawet bardzo dobrze. Ciężko było zagiąć prowadzących. 🙂 Mieli przygotowane prezentacje, screeny, odpalali gierki by pokazać to i owo na „żywym organizmie”. Bardzo fajnie, mi się podobało. 🙂 Ale nagłośnienie (a raczej jego brak) to porażka: dwa merty obok było kilka pecetów z odpalonymi grami i gracze, którzy generowali sporą ilość decybeli. Miejsce prelekcji nie było ani trochę odizolowane od tych graczy przez co siedząc nawet w drugim rzędzie, bardzo blisko prowadzącego wykład, były momenty, że go w ogóle nie słyszałem! Gdyby nie to, że ruszał ustami w ogóle bym nawet nie wiedział, że coś mówi. A gdzie było nagłośnienie? Było podpięte TYLKO do laptopa, z którego pokazywano wspomniane prezentacje i inne materiały. I tylko dźwięki tego ostatniego słychać było nawet w największym hałasie. Przy czym karta dźwiękowa prze większość czasu i tak nic nie robiła.

    Za duży plus uważam to, że chyba większość sprzętów była włączona (tylko mała część z nich nie była), i można było je podotykać, siąść przy nich i np. popykać w uruchomioną gierkę. Sam mam kilka starszych urządzeń tego typu i nie wiem czy bym się odważył by każdy z ulicy (choćby za cenę wejściówki) mógł tak sobie do któregoś z moich podejść i popykać. Bałbym się, że w końcu ktoś coś uszkodzi. Tu jestem pełen podziwu, że mimo to właściciele tych zabawek pozwolili na to (tzn. na pykanie, nie na psucie :)). A niektóre maszynki to naprawdę były unikaty, tym bardziej, że na chodzie. Było tego naprawdę sporo. Myślę, że z połowy nie widziałem na własne oczy (a jedynie na zdjęciach), a o istnieniu niektórych nawet nie miałem świadomości.

    Obsługa, tak jak już zostało to napisane, była bardzo spoko. 🙂 Zdarzyło mi się kilka razy, że stojąc bez słowa przy jakimś sprzęciwie podchodził ktoś z organizatorów i sam z siebie zaczynał nawijać o urządzeniu, wyjmować zakamuflowane w obudowie kontolery, które okazywało się, że były na długim zwiniętym w budzie kablu, opowiadać historię zdobycia danego przedmiotu itp. Podpytałem też jak mogę podreperować lub podrasować swoje stare konsolki i tu również spotkałem się z wylewnym i bogatym odzewem ze strony właścicieli takich samych modeli. Naprawdę widać było, że ma się do czynienia z napałami 🙂 a nie z kustoszami.

    Nawigacja samochodowa pokazywała mi odległość do domu w linii prostej ponad 200 km, ale mimo to warto było wybrać się tego dnia do Krakowa. W ten jeden dzień zobaczyłem wiele różnych ciekawości, tyle o nich się dowiedziałem, posłuchałem, podotykałem, pokorzystałem. A spodziewałem się mniejszego rozmachu i znacznie skromniejszej wystawy. W końcu jednak wróciłem do domu…

    P.S.1. „przygotowane screeny do konkursu były w formie gifów i jpgów otwieranych z poziomu Total Commandera?? No bez jaj!”
    Stałem chwilę przy tym konkursiwie i wydaje mi się, że „działał” on tak, że w Totalu byla widoczna lista plików graficznych z nazwami zawierającymi tylko kolejne liczby (nazwa pliku nie sugerowała wyglądu danej grafiki czy nazwy gry). Uczestnik wybierał sobie plik podając jego nazwę-numer. Potem zgadywał. Następnie plik był usuwany z listy (dysku), by się nie myliło czy dany screen już był wcześniej przez kogoś wybrany. Następna osoba znów wybierała jakiś plik, ale już z pomniejszonego zestawu.

    P.S.2. „Nie znam tytułu, nie zdążyłem też pstryknąć zdjęcia, ale była gra z ekranem, na który była nadbudówka z soczewką u góry, a ekran był jakimś rodzajem kolorowego wyświetlacza LCD, jednak (jak mówił właściciel) zrobione z plazmowych diod, czy świetlówek.”
    Prawdopodobnie chodzi o „Astro Wars”.

    Pozdrawiam i dzięki za (foto)relację. 🙂

    • GAD ZombiE mówi:

      Wielkie dzięki za tak obszerny komentarz! Przyda się jako uzupełnienie mojego tekstu! 🙂 Co do nagłośnienia to muszę się zgodzić. Stałem tuż za uczestnikami konkursu i ledwie słyszałem i ich i prowadzącego.

  4. zx81 mówi:

    Hej!
    Bylem niedawno w muzeum 8 bitowcow i wszystko wygladalo jakby na targu staroci ktos wysypal z worka stare rupiecie. To co jest na Twoich zdjeciach wyglada o niebo lepiej ( nie mowie tu o jakosci zdjec 😉 ) .
    Elbud, wczesniej karlik, a jeszcze wczesniej gielda na AE -kazde z tych miejsc mialo klimat, wiec mi pewnie zakurzone schody by nie przeszkadzaly, za to brak spectrum to kardynalny blad na tego typu imprezie.
    Szkoda ze mnie tam nie bylo… moze bede za rok tym bardziej dziekuje za relacje.
    Piszesz ze bylo sporo mlodych ludzi, a ja nie wiem czy to dobrze czy zle, chyba bym jednak wolal zeby impreza byla dla tych ktorych dotyczy.
    Pozdrawiam.

    • GAD ZombiE mówi:

      Jakość zdjęć niestety marna, to prawda. Żałuję, że nie udało mi się zrobić lepszych. Chociaż budynek paskudny, to sama wystawa sprzętów była w porządku. Nie jest to piękna gablota, ale było w miarę poukładane i był łatwy dostęp do grania.
      Z tymi schodami chodziło mi wyłącznie o fakt, że wyglądały jak wejście główne, które było nieczynne i nie było na nich żadnej informacji o imprezie. Tylko mała karteczka, że wejście jest od strony parkingu.
      ZX nie widziałem w działaniu, może gdzieś stały wyłączone. Po prostu nie zauważyłem. Może też były wystawione w drugi dzień. Trudno powiedzieć, ale można poszukać na zdjęciach innych osób, które tam były.
      A co do wieku odwiedzających, to nie wykluczałbym młodych. To chyba dobrze, że też potrafią się tym interesować. Nie róbmy z tego klubu emeryta, do którego nie ma wstępu nikt młodszy :). Ktoś musi utrzymywać pamięć o tych komputerach. My wymrzemy i kto będzie to pamiętał? 😉

  5. GAD ZombiE mówi:

    Dzięki za komentarz. W zasadzie do samej imprezy nie mam większych zastrzeżeń poza tym co napisałem. Same komputery i gry były jak najbardziej w porządku, a to przecież najważniejsze. Organizator trochę zawiódł. Budynek – właśnie – wygląda źle i brakowało paru informacji, żeby ludziom ułatwić życie. Brak szatni to podstawowy problem. Być może chodziło o niższe koszty. Ale samą imprezę warto było odwiedzić, zdecydowanie! 🙂

    • gothrukk mówi:

      W tym budynku jest szatnia, całkiem porządna, tyle że ZTCW nie została udostępniona organizatorom. ( w niedzielę wieczorem na górnej sali ze sceną miała miejsce premiera jakiejś sztuki teatralnej, i szatnia była zarezerwowana dla widzów)

    • GAD ZombiE mówi:

      Nie dziwię się, że jest szatnia, ale z pewnością wielka szkoda, że nie została udostępniona. Brakowało jej naprawdę bardzo.

    • Gothrukk mówi:

      Jeszcze jedno. W 2 sali były wyłącznie komputery Atari. Shufflepuck Caffe było odpalone na Atari 520STE.
      Sala trochę świeciła pustkami, bo miejsce było przygotowane dla jeszcze 2 kolegów Atarowców którzy wstępnie zapowiadali się ze sprzętem (była szansa na obecność Atari Falcon 030 i bardzo mocno rozbudowanego XEGS), ale niestety parę dni wcześniej odbywało się w Gdańsku Silly Venture 2013 (chyba największy w europie zlot pasjonatów Atari), i do ostatniej chwili nie bylo wiadomo czy chłopaki wyrobią się czasowo/organizacyjnie po powrocie znad morza. Wielka szkoda, bo obydwaj są świetnymi muzykami scenowymi tworzącymi na Atari, i byłoby na co popatrzeć i czego posłuchać.

    • GAD ZombiE mówi:

      Bardzo Ci dziękuję za cenne informacje. Faktycznie, druga sala była podejrzanie pusta i też dziwiłem się czemu. Teraz rozumiem. Również żałuję, że nie przyjechali wspomniani koledzy. Przydałoby się na pewno. Może za rok się uda!
      A z Shufflepuck z pewnością masz rację. Jak pisałem – nie byłem właśnie pewny na czym to idzie, bo się nie dałem rady przyjrzeć. Mój młody zasiadł od razu do grania i skupiłem się na samej grze, którą znam akurat ze starych Maców.

  6. Codringher mówi:

    Faktycznie widać, że cała impreza pachnie amatorką na każdym kroku. Dziwne to trochę, bo odbywa się ona już od paru lat i organizatorzy mogli trochę popracować nad paroma rzeczami. Lokalizacja imprezy to w ogóle skandal, budynek CSW „Solvay” już dawno nadaje się do wyburzenia i wcale się nie dziwię, że nie mogłeś tam trafić. Niestety, nie mogłem być na tej imprezie, ale do końca nie wiem czy żałować…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.