Commodore 64 to dziś narzędzie tortur

Commodore 64

Na fali minionego w tym roku festiwalu Dawnych Komputerów i Gier postanowiłem wygrzebać i uruchomić swój Commodore 64. 🙂 Do niego mam jeszcze zasilacz, magnetofon, jakiś Black Box i… tyle. Czyli prawie nic. Na szczęście kilka miesięcy temu spotkałem kumpla z podstawówki, który miał C64 (i jak się okazało wciąż ma!) i pożyczyłem od niego jedną kastę (żeby sprawdzić swój magnetofon), magnetofon (gdyby okazało się, że mój szlag trafił), dwa dżojstiki (jeden w miarę ergonomiczny, drugi w dotyku jak kuchenny tłuczek), Black Box inny niż mój i kartridż z Super Games. Cóż więcej potrzeba do szczęścia? 🙂 Otóż okazało się, że bardzo wiele…

Pamiętałem, że C64 podłączałem do TV kablem antenowym, tak też zrobiłem i tym razem. No i się zaczęło… przeszukiwanie całego pasma częstotliwości tunerem telewizji analogowej… Obraz znalazł się na kilku częstotliwościach – wybrałem ten najładniejszy, na który i tak ciężko było patrzeć. Nie pamiętam jak to wyglądało kiedyś na ekranie. Nie wiem, może nie było zakłóceń od telefonów komórkowych, wszechobecnego wifi, bluetoothów i innych źródeł fal elektromagnetycznych. Ale to co zobaczyłem to nie dość, że niska rozdzielczość (tego akurat się spodziewałem) to jeszcze masa zniekształceń, falowania obrazu, mieniących się w niekontrolowany sposób pikseli i jakiś innych zakłóceń. Wszystkie przedstawione tu zrzuty ekranu nie są z emulatora tylko pochodzą właśnie z tzw. real hardware i zostały przechwycone z sygnału antenowego. Sami zobaczcie jak mogliście na to kiedyś patrzeć. 🙂 I to niekiedy całymi godzinami i dniami. 😛

Jeden etap przygotowań w końcu z bani, przeszedłem do następnego. A mianowicie kojarzyłem, że z pomocą Black Boxa trzeba było ustawić głowicę w magnetofonie, żeby cokolwiek się wgrało. Ja rozumiem, że każda kaseta (a w zasadzie każdy program na kasecie) może być nagrany w innych warunkach, ale żeby ustawienie głowicy nie było ustandaryzowane i żeby trzeba było manipulować śrubokrętem w mechanizmach napędu? I to podczas pracy? To jakaś paranoja, której nigdy nie rozumiałem. Dobrze, że w innych rodzajach napędów, np. twardych dysków, nigdy nie ustawiało się głowicy. Wyobrażacie to sobie? 😀

Ustawianie głowicy

Tu musiałem sięgnąć to zasobów Internetu, bo nie pamiętałem jak wywołać w Black Boxie test magnetofonu, żeby odpowiednio ustawić tą cholerną głowicę. W końcu jakoś się udało i manipulując śrubką przy głowicy uzyskałem na ekranie możliwie najwęższe paski. 🙂 Zauważyłem jednak, że są one sinusoidalne a ich okres zmienia się wraz z niejednostajnością odgłosu pracy silniczka magnetofonu. Nie wróżyło to dobrze, ale trzeba było spróbować. Przewinąłem taśmę na początek. I zgodnie z komunikatem na ekranie zrobiłem PRESS PLAY ON TAPE czyli próba wgrania… jedna … druga … trzecia… Do trzech razy sztuka. Zmiana magnetofonu na pożyczony i cała procedura od początku: ustawianie głowicy itd. Tym razem podczas testu paski proste i wąskie tak jak je pamiętam, że powinny być. 🙂 LOAD Wtem! Udało się! Hura! 😀 Gra hula. Nawet nie pamiętam jaka, coś się wgrało w końcu i działa! Postanowiłem skorzystać z okazji posiadania dobrej niezniszczonej kasety i zdiagnozować mój magnetofon. Jakoś po 2h przewijania taśmy w te i na zad oraz dodatkowej rozkminki zauważyłem, że jak postawię swój magnetofon pionowo (oparłem go o cokolwiek) to wgrywa programy znacznie lepiej. Niemniej jednak to partyzantka jakaś i tyle. Ciekawe czy za jakiś czas będę pamiętał, żeby oprócz ustawiania głowicy odpowiednio jeszcze ustawiać cały magnetofon. 🙂

Mimo tego drobnego sukcesu stwierdziłem, że wgrywanie danych z kaset to jakieś tortury. Po co się tak męczyć jak mam pod ręką gry na kartridżu? Żadnego przewijania taśmy, kręcenia śrubokrętem, ustawiania wąskich pasków podczas head fit itp. dyrdymałów. Otóż nic bardziej mylnego. Włożyłem karta z Super Games a ten nie zaskoczył. Co jest w mordę jeża Kleofasa? Zepsuty? Ostatnio jak był uruchamiany ćwierć wieku temu to przecież działał. Kilka prób wkładania, wyjmowania, włączania – czyli podobna ilość nerwów jak z kasetą – i nic. Ale ponieważ niedawno siedziałem nad Pegasusami to mi się przypomniało, że wówczas też nie wszystkie kartridże cacy się uruchamiały. Tu też problemem okazały się styki, a raczej nie-styki, bo nie stykały. Potraktowałem je (w kartridżu i w C64) jakimś płynem do czyszczenia elektroniki. Za pierwszym razem i to nie pomogło, ale w końcu się udało. 🙂 Jak widać nie było tak różowo jak mi się wydawało…

Super Games to zestaw 3 w 1 a mianowicie Colossus Chess, Silicon Syborgs oraz International Football.

Colossus Chess to gra w szachy z komputerem. Nie ma w nich nic kolosalnego, chyba że piksele na ekranie. 😀 Komputer nie jest szczególnie głupi, mimo że ma mało MHz i RAM-u, czyli początkujący szachiści będą mieć z nim spory problem. Długość móżdżenia nad każdym ruchem jest przy tym dosyć krótka, więc grając na czas komputerowi raczej go nie zabraknie. Pamiętam z dzieciństwa, że graliśmy z kumplem razem przeciwko komputerowi i nie było łatwo. 🙂 Wtedy nie znaliśmy pewnego wyjątku od ogólnych zasad jakim jest „bicie w przelocie” i myśleliśmy, że program perfidnie oszukuje. 🙂 A to nasza niewiedza była.

Silicon Syborgs (C64)Silicon Syborgs to kolejny tytuł na kartridżu. Jest to bodajże jakaś gra logiczna lub coś w tym stylu. Plansza to kilkadziesiąt nieruchomych kafli zawieszonych w przestrzeni kosmicznej a na nich postaci. Przemieszczanie naszego bohatera między kaflami odbywa się dosyć siermiężnie: następuje wtedy coś w rodzaju teleportacji, która trwa mniej więcej tak samo długo jak w Star Treku. Innymi słowy czeka się kilkanaście sekund na realizację ruchu, co na dłuższą metę jest dosyć irytujące i w sposób sztuczny mocno wydłuża rozgrywkę. Kafle, w zależności od przebiegu gry, zmieniają kolory. Po obu stronach są jeszcze piramidy, w których czasem coś się pojawia. Szczerze pisząc sam nie wiem na czym polegają zasady rozgrywki. Ani kiedyś, ani teraz ta gra nie wciągnęła mnie szczególnie. Efekty dźwiękowe są skąpe co dodatkowo potęguje u mnie wrażenie gry nudnej.

Ostatnią pozycją na kartridżu jest International Football. Jest to gra w piłkę nożną. Drużyny mogą być kontrolowane przez dwóch graczy lub przez gracza i komputer. Nie lubię tego typu gier (w sensie soccerów), ale w dzieciństwie kolega często katował mi nią banię, w efekcie czego była to chyba najczęściej przeze mnie pykana gierka na C64. Co ciekawe, zwykle go ogrywałem a to go irytowało. 😀 Mnie znów irytowało, że muszę grać w pozycję, która mnie nie interesuje. I byliśmy kwita. 🙂 Piłkarze na boisku poruszają się dosyć niemrawo. Piłka w dosyć magiczny sposób łatwo „przykleja się” do zawodników. W ogóle wygląda ona jak kostka Rubika lub krzyż medyczny i ciężko się dopatrzyć jej kulistości. No ale to były takie czasy, że potrzebna była jeszcze wyobraźnia. 🙂 Podobnie jak w poprzednich przykładach, tu również rozgrywka odbywa się w niemal kompletnej ciszy. Nie usłyszymy kibiców, no chyba że padnie gol to wówczas algorytm programu uruchamia generator szumów. Kopanie (prowadzenie) piłki przed sobą również jest niesłyszalne. Dopiero mocne kopnięcie w kierunku bramki lub podania do innego zawodnika daje się usłyszeć. Ale nie myślcie, że przypomina to dźwięk jak z prawdziwego boiska. Mi ten odgłos przypomina raczej kopnięcie w balon z grubej gumy napełniony powietrzem. Czyli rzeczywiście jak w piłkę, tyle że obdartą ze skóry. Najbardziej realistycznie brzmi gwizdek sędziego, tylko że sędziego nie ma. 😀 No dobra, załóżmy, że sędziuje komputer. To mecz piłki nożnej, powinno się sporo dziać, a gra jest mało dynamiczna, cicha i nudna. No ale grało się. 🙂

Chcę jeszcze wrócić pamięcią do minionego wieku i do kilku pozycji. Zacznę od tych, które nie powinny być anemiczne. Z dziecięcych lat pamiętam, że pykałem chyba w International Karate. I jak na szybkość Commodore 64 przystało można było się dokładnie zastanowić nad każdym ciosem. 😀 Tu nawet Chuck Norris by nie pomógł… Podjąłem też kiedyś próbę zagrania w jakiś symulator jazdy samochodem, z nowatorskim podejściem a mianowicie z widokiem z oczu kierowcy, przez przednią szybę, z zarysowanym kawałkiem kierownicy. W tamtych czasach najczęściej był widok tyłu samochodu lekko z powietrza, że było widać dach auta. A tu perspektywa ze środka kabiny! Niestety było to ponad możliwości C64… Tzn. gra się uruchamiała, ale osiągała około 1 FPS (słownie: jedną klatkę na sekundę). Dlatego na tym komputerze najlepiej odpowiadały mi gry nie wymagające refleksu. Mi osobiście najbardziej do gustu przypadło chyba SimCity (symulator miasta, a w zasadzie burmistrza miasta). Co prawda wyglądało to nadzwyczaj prymitywnie, ale przynajmniej nie odnosiło się wrażenia, że coś tu się dzieje za wolno. Ale takich gier jak SimCity prawie nie było… Trzeba było więc uzupełniać zasoby, by mieć większy wybór i trafić na coś interesującego. W związku z tym kiedyś kumpel kupił na miejskim targu kasetę pełną gier. 🙂 Zaciesz niesamowity. I tu następuje powrót do sedna sprawy: żeby świeżo nabyte gry się wgrywały musieliśmy „ustawiać głowicę”. Jakoś to się udawało, ale było też ciągłe przewijanie kasety i utrafianie na początek danych z grą. Nie zawsze zresztą gra się od razu wgrała. Ale przez parę dni zdołaliśmy rozkminić wszystkie tytuły. 🙂 I… z około dwudziestu pozycji grywalna była tylko jedna, a i to nie bardzo…

Nie dość, że człek się namozolił nad wczytaniem danych z taśmy magnetofonowej to jeszcze okazywało się często, że to co się łaskawie wgrało to gniot i chała. Mniej zachodu jest jeśli chodzi o kartridże, ale też pod warunkiem, że nie mamy zaśniedziałych styków. No i w przypadku tego nośnika jest drożej i wybór mniejszy. W dodatku gry na C64 same z siebie są bardzo uproszczone, prawie bezdźwięczne i brak im wigoru. A te, którym te cechy nie przeszkadzają prawie nie powstawały. Jeśli dodać do tego słabą jakość obrazu (albo mocno dziś zakłócaną) to wychodzi na to, że Commodore 64 dzisiaj to narzędzie tortur. 😛 Sam takie mam, i nie waham się go czasem użyć. 😉

C64 Cartridges
Tagi , , , , , , , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.