Blueprint – zręcznościówka z zapamiętywaniem

Chciałem Wam pokazać grę, która jest przykładem bardzo dobrze wykonanej konwersji z automatów na małe Atari. Miało być krótko, ale im dłużej zbierałem na to materiał (czytaj: grałem), tym bardziej chciałem pokazać coś więcej. W efekcie znowu zebrałem tyle wersji, ile udało mi się zobaczyć i poukładałem tak, by je ze sobą porównać i Wam dać. A więc macie, miłej lektury i zabawy. Blueprint – gra, której tytuł trudno zapisać poprawnie. Dużo frajdy i humoru z elementem edukacyjnym!

Zręcznościowe ćwiczenie pamięci

Gdyby każda gra edukacyjna miała taką oprawę, to wszystkie dzieci prosiłyby o granie w takie gry! Może nie jest to po prostu gra edukacyjna – przesadziłem, ale jednak rozgrywka przypomina klasyczną grę „Memory”, w której gracze odkrywają dwie karty i szukają dwóch jednakowych obrazków.

Czy te oczy mogą kłamać?

W Blueprint na ekranie jest kilka domków i cały czas trzeba pamiętać, który się już odwiedziło. Oczywiście co etap, to w domkach znajduje się coś innego, a do tego ich układ nieco się zmienia, aby utrudnić grę.
Mimo powyższego elementu ćwiczącego pamięć, Blueprint stoi na jednej półce z wszystkimi grami zręcznościowymi ze swojej epoki (gra jest z 1982 roku), jak Mr. Do!, czy Pac-Man. W tej grze głównym celem jest bieganie po ścieżkach między domkami, unikanie przeszkód i zbieranie elementów maszyny, z której na koniec się strzela. Elementy pochowane są w domkach. W większości domków jest po jednym elemencie, a w pozostałych jest bomba. Po zabraniu elementu z domku, nie można więcej do niego wchodzić, bo również trafia się na bombę. Dlatego gracz musi pamiętać, który domek już odwiedził, ponieważ zabraną bombę trzeba szybko odnieść do dziury zanim rozerwie postać gracza na strzępy! Jak wiele gier tamtych lat, tu także ścigamy się z czasem, a jest on wyznaczany w bardzo pomysłowy sposób. W górnej części ekranu cały czas odbywa się mrożąca krew w żyłach gonitwa, w której uczestniczy cycata koleżanka i obrzydliwy ogr, który chce ją złapać do wora, do wora, do wora… i wrzucić do jeziora… Albo zjeść. W zasadzie to nie wiem, co chce zrobić, ale jak zbyt długo pozwolimy im się gonić, to ogr babę zezre, a graczowi wyskoczy serce z przełyku i poleci do nieba. W trosce o ich bezpieczeństwo, trzeba się bardziej postarać.
Zebrane elementy maszyny ustawia się na tytułowym planie (to właśnie oznacza słowo blueprint) i w ten sposób powstaje wymyślna maszyna. Zbudowana w całości maszyna zostaje odpalona guzikiem „Start”, a postać gracza wsiada do niej i kręcąc korbą strzela piłkami na oślep w różne kierunki, mając nadzieję, że trafi ogra.

Na małe Atari

Ponieważ grę znałem początkowo tylko z małego Atari, na którego trafiła jako konwersja konwersji z Atari 5200, zawsze miałem lekko zaburzony obraz gry. W czym rzecz? Zacznę od tego, że ta wersja gry jest bardzo fajnie wykonaną konwersją z automatów. Naprawdę, jak na możliwości Atari, gra jest zrobiona bardzo dobrze.

Deewolucja kobiety…

Ma dużą grywalność, dobrą oprawę muzyczno-dźwiękową (taką typowo arcadową), jest bardzo kolorowa i przyjemna, choć lekko anemiczna. Jednak nie znając pierwotnej gry z automatów, trudno jest domyślić się z grafiki, czym są niektóre elementy. Przede wszystkim postać gracza, wygląda jak wiecznie uśmiechnięty grubas w kapeluszu. Ten wieprz w oryginale przedstawiany jest jako J.J. i wygląda na klauna w kapeluszu (albo starszego pana). Wcale nie jest taki gruby! Dziewucha wygląda całkiem dobrze, ale goniące obrzydliwe coś zawsze kojarzyło mi się z jakimś robactwem, może modliszką, czy innym paskudztwem. W pierwowzorze przypomina fioletowego ziemniaka i nie jest już taki ohydny ;). Najgorzej wypada budowana maszyna, która przypomina czerwoną wannę na długich nogach, z flagą na maszcie. Nic bardziej mylnego, ponieważ jest to bardzo fikuśna maszyna na wielkich butach (pasują do tego klauna! – o ile to klaun), w której jest podajnik piłek wystrzeliwanych z wielkiej wyrzutni. Wszystko to zasilane korbą, którą cały czas kręci klaun. Pomysł przedni, ale niestety cały urok tego zginął w wersji na Atari, tym bardziej, że postać gracza stoi w tym nieruchomo, a całość bez animacji tylko przesuwa się na boki.

Chwaląc jednak resztę przyznam, że animowane postaci wykonane są bardzo fajnie (poza tym tłustym wieprzem, czyli J.J.), w tym szalony potwór, który wychyla swe ślepia z dziury, by potem skacząc jak potłuczony spróbować zepsuć maszynę. Przerażająco-hipnotyczny wygląd ma potwór z labiryntu, którego spotykamy w późniejszych etapach. Zawsze mnie przerażał, a jednocześnie intrygował. No i najgenialniejsze w grze – spadające z góry kwiatki w doniczkach! Pomysł sam w sobie totalnie absurdalny, powoduje zawsze u mnie banana na gębie, a wykonanie (również na Atari) rewelacyjne. Animacja kwiatka jest bardzo dokładna, wyraźna i przezabawna. Sami lepiej zobaczcie, jak wygląda spadający kwiatek, który ogląda się za graczem, przebiera nóżkami i trzyma swoimi liściastymi łapkami doniczkę, jak spadające gacie! GE-NIA-LNE!

Pomiędzy niektórymi etapami można też obejrzeć krótkie scenki rodzajowe, które z pewnością zostały żywcem zerżnięte z Pac-Man’a. Są praktycznie tak samo zrobione, mają nawet podobną muzyczkę (bliżej Ms. Pac-Man)! Niemniej jest to fajna rozrywka między etapami, która wynagradza starania graczowi. Po którymś z kolei etapie da się zauważyć w nich pewną monotonię, bo są prawie jednakowe.

Blueprint, choć bardzo stary, jest świetnym dowodem na to, że gry z automatów da się przenieść na małą Atarynkę bez straty jakości, choć oczywiste ustępstwa były konieczne. W porównaniu z automatami jednak, jest znacznie wolniejszy, przez co o wiele łatwiejszy w graniu!

Automaty

Wyprowadzanie pieska na spacer

Wracając na chwilę do wersji z automatów, dodam kilka zdań. Jest to gra z okresu, gdy gry automatowe nie odbiegały bardzo poziomem od 8-bitowych komputerów i konsol z domów. Oczywiście były trochę lepsze, ale nie było kolosalnej różnicy. Stąd grafika w Blueprint nie jest bardzo kolorowa, ale za to w całości rysowana z pikseli i ma bardzo fajny oldschool’owy klimat. Biegająca u góry cycata laska wydaje się żywcem wzięta z kreskówek, maszyna na biegających nogach cała podskakująca w rytm kręcącej korby sprawia wrażenie wynalazku napędzanego parą, który za chwilę ma się rozlecieć. W grze sporo jest ukrytego humoru, cała oprawa robi wrażenie, jakby gra była kierowana do młodszych graczy. Jednak poziom trudności dla najmłodszych już nie jest, bo przejście dwóch etapów wymaga sporo samozaparcia. Rozgrywka jest bardzo szybka, a niewielka ilość czasu na przejście sprawia, że nie ma chwili na zastanowienie się, czy odczekanie aż przeszkadzający stworek się odsunie.

Mimo wielu fajnych cech tej gry, jakoś w dzisiejszych czasach nie widać, by zawojowała świat i wygląda na to, że stała się już trochę zapomniana. Nie ma remaków, nikt o niej nigdzie nie wspomina. Czasem zastanawiam się dlaczego. Była jedyna w swoim rodzaju, choć już bazowała na kilku innych pomysłach.

Inne wersje

Poza wymienionymi dwiema wersjami tej gry, znalazłem tylko dwie więcej (w sumie cztery). Blueprint na Commodore 64 wygląda na nieoficjalną konwersję z automatów. Gdy się przyzwyczaić, to w graniu jest zupełnie w porządku, choć większą przyjemność sprawia mi granie na Atari. Gra jest powolna, podobnie jak na Atari, ale zwolniona muzyka potęguje wrażenie anemiczności całej gry. Grafika jest słaba, choć część elementów wykonana jest lepiej niż na Atari! Szczególnie cała budowana maszyna jest kolorowa, dokładniejsza i zdecydowanie bliższa z wyglądu maszynie na automatach niż na małym Atari. Reszta grafiki jest prosta i najwyżej przeciętna. Strzelanie z maszyny również jest bardziej zbliżone do pierwowzoru niż na Atari. Biegająca u góry dziewka przypomina przysłowiową Helgę i chyba nic jej już nie pomoże. Za nią biegnie wielka parówka z długim nosem.

Najdalsza od pierwowzoru jest gra dla konsoli Atari 2600, gdzie zmienił się nie tylko wygląd gry, ale i same zasady! Prawdę mówiąc można się zastanowić, czy to jest jeszcze ta sama gra? Na początku krótko widać, w których domkach znajdują się elementy maszyny. Następnie trzeba je zabrać, ale w odpowiedniej kolejności! Inaczej się nie udaje ich odłożyć. Nie spotkamy już (przynajmniej mnie się nie udało spotkać) skaczącego słodziaka na dole, który w pocieszny sposób stara się zepsuć zbudowaną maszynę w pozostałych wersjach gry. Pewne uproszczenia na tej platformie są oczywiste, ale sama grafika wygląda i tak nieźle, jak na jej możliwości. Składana maszyna została zastąpiona tu wielkim kuta… różowym czymś, co ładowane od spodu czymś białym strzela w górę w tak anemiczny sposób, jak widziana z 10 kilometrów startująca ruska rakieta kosmiczna. Trafienie w biegającego ziemniaka u góry wydaje się czystą loterią, choć przy lekkiej wprawie staje się całkiem proste. Pojawia się natomiast tajemnicze „PASSWORD” odkrywane po zestrzeleniu kartofla. Nie udało mi się odkryć sensu tego elementu gry, bo straciłem zapał.

Na koniec

Na koniec zawsze proponuję obejrzenie filmu i tym razem będzie podobnie. Nagrałem wszystkie 4 gry i możecie je sobie teraz obejrzeć. Dla wnikliwych – starałem się znaleźć jakieś źródła pozwalające potwierdzić, jaki sposób zapisu tytułu gry jest prawidłowy, ponieważ znaleźć można 3 formy w różnych miejscach: Blueprint, Blue-Print i Blue Print. Moim zdaniem, co potwierdziła oryginalna instrukcja do automatu z tą grą (dotarłem do niej w Internecie!), prawidłowy zapis jest w formie jednego słowa Blueprint, co ma również sens z powodu angielskiego słowa, które tak brzmi i oznacza plan, czy wręcz rysunek techniczny. Wersja z myślnikiem w środku prawdopodobnie powstała dlatego, że na ekranie tytułowym widać w ten sposób zapisany tytuł, jednak tu myślnik robi za podzielenie słowa na dwie linie, aby użyć większych liter. Wersja ze spacją w środku musi być jakąś wariacją na temat myślnika, choć tak zapisany tytuł widać na rysunku reklamującym grę…

A miało być krótko i tylko na temat konwersji na Atari 5200. Wyszło jak zawsze…

A tu link do znalezionej przeze mnie instrukcji do automatu (konkretna książka!): emuparadise.

O GadZombiE

Zajrzyj na stronę "O mnie i o stronie".
Tagi , , , , , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.