Battletoads – żabą w ryj

Battletoads

W zasadzie nie żabą tylko ropuchą, jednak taki tytuł brzmi lepiej :).

Dziś graliśmy z synem pierwszy raz we dwóch w mordobicie. Nie jestem zwolennikiem takich gier, jednak jest kilka wyjątków, do których należy właśnie Battletoads. W stosunku do przeciętnych mordobić BT nie jest wcale drastyczne, do tego z dużą dawką humoru, więc uznałem, że jego niskie walory wychowawcze można nawet przekuć na coś dobrego. Ha, jestem mistrzem w argumentowaniu, dlaczego można skopać komuś dupę razem z dzieckiem :). W końcu takie gry też kiedyś były i potrafiły być bardzo dobre! Pozwalały nam się wyżyć i nieźle przy tym ubawić, a wcale nie budziły agresji. Nieraz z kolegami po szkole graliśmy we dwóch w gry takie, jak Golden Axe, World Karate Championship, czy Ninja i mimo tego wyrosłem na pacyfistę ;). Nawet w krwawego Mortal Kombat grywałem, choć ten był już dla mnie na granicy tolerancji.

BattletoadsKontynuując swoje wywody na temat BT, postanowiłem uświadomić syna, że tylko współpracą możemy przejść dalej i pokonać przeciwników. Przez dłuższą chwilę młody lał wszystkich wokół siebie, w tym także i mnie. Rechotał przy tym jak dziki. Gdy przypadkiem oberwał ode mnie, zaraz chciał się zemścić i dostawałem po gębie od niego. Ale w końcu dotarło do niego, że w ten sposób daleko nie zajdziemy i tylko współpracując ze sobą możemy coś zdziałać. Podziałało. Przyszedł moment, kiedy zaczęliśmy iść ramię w ramię po zwycięstwo, co pozwoliło przejść znacznie dalej!

BattletoadsChociaż Battletoads nie jest grą wybitnie trudną do opanowania, to jednak każdy potrzebuje chwili na wprawę. Zaskoczyło mnie, z jak wielką łatwością młody wziął pada do ręki i zaczął grać. Celowo nie dałem mu żadnych instrukcji, jak grać. Widział tylko chwilę, jak grałem sam, po czym od razu wiedział czym grać i w jaki sposób. I za to właśnie tak bardzo cenię stare gry (oczywiście nie tylko za to!), że choć trudne w graniu, to były na tyle intuicyjne i przemyślane, że nawet młody zawodnik nie ma żadnych kłopotów z opanowaniem zasad gry. I to bez „niezbędnych” wskazówek w grze, które pojawiają się na ekranie przez kilka pierwszych etapów, prowadząc gracza za rączkę i pokazując mu wszystkie najprostsze detale. Tak, jakby do gry usiadł półmózg, troglodyta, który nie wie do czego służy klawiatura, mysz, czy joystick. BattletoadsTo mój drobny przytyk do dzisiejszych gier, które prawie zawsze muszą rozpoczynać się samouczkiem, nie dając graczowi szansy na własny rekonesans.

Battletoads był stworzony dla NESa w 1991 roku, co dziś daje mu duże prawo do nazwania się klasyką. Tym bardziej, że gra ta rozpoczęła serię kilku kolejnych tytułów oraz portów na inne platformy. Dziś skupiam się tylko na pierwszej części. Jest to świetna, wesoła i dynamiczna gra. W graniu przypomina sporo starszą Double Dragon,w której kopało się po gębach na ulicach miasta. W samych mechanizmach rozgrywki przypomina bardziej, trochę ostrzejszą grę Golden Axe. Te same chwyty, te same sztuczki, sposób biegania, seryjne bicie po ryju, czy walenie z rozbiegu. Choć nie ma smoków, na których się jeździ, to można wziąć nogę rozwalonego robota i nią dalej nawalać inne wieprze. Niektóre etapy pozwalają odetchnąć od zwykłego lania po mordach, co mocno wzbogaca grę i sprawia, że nie wieje od niej monotonią.

Battletoads

To wszystko wina tej cycatej jędzy!

Jednocześnie przyznać trzeba, że choć pierwszy etap wydaje się prosty, to jednak dość szybko poziom trudności tak rośnie, że gra robi się diabelnie trudna. Zdecydowanie lepiej gra się we dwóch graczy jednocześnie – nie tylko gra jest o wiele ciekawsza, ale też łatwiejsza. Niektóre etapy są czysto zręcznościowe, na modłę starych zręcznościówek. Zupełnie daleko od kopania po twarzach. Wystarczy spojrzeć na filmik, gdzie ropuchy jadą na skuterkach (screen obok). Aby to przejść, od gracza wymagana jest ogromna precyzja i dobra pamięć, bo bez tego wyliczone skoki nad murkami i ich omijanie wydaje się niemożliwe.

Battletoads

Prawdziwi bohaterowie

Można pochwalić tę grę za to, że choć jest typową bijatyką, to jednak została wykonana tak, iż nie ma problemu, żeby zagrał w nią niemal każdy (powiedzmy, powyżej 7 lat;) ). Sceny walki są rodem z kreskówek, bez drastycznej przemocy, nie leje się krew, ani nie słychać krzyków rozrywanych ciał. W zamian zobaczymy pełno prześmiesznych sytuacji, jak wielkie piąchy i buty podczas mocnego uderzenia, długaśne jęzory, by złapać muchę (w końcu ropuchy!), czy paść ze śmiechu, gdy ropuchy spotykają na drodze bossa, na widok którego wyskakują im gały i opadają szczeny do kolan. Poza tym głupkowaty wyraz twarzy obu postaci wystarczy, żeby się nieźle pośmiać, a to dopiero początek wielu atrakcji.

Battletoads

Ale opad szczeny!

BT budzi skojarzenia z Żółwiami Ninja. To też wielkie, waleczne mutanty. Po grze pojawiła się nawet jakaś kreskówka, chociaż chyba nie wypaliła. Gier z żółwiami też było wiele i może stąd pomysł na (konkurencyjne) ropuchy.

Obejrzyjcie sobie kawałek rozgrywki. Nic, tylko wziąć pady ze swojego Nintendo (Pegasusa) i podłączyć się do telewizora! Ja akurat zmuszony jestem do grania w emulatorze :).

O GadZombiE

Zajrzyj na stronę "O mnie i o stronie".
Tagi , , , , , .Dodaj do zakładek Link.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.